Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oszczędności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oszczędności. Pokaż wszystkie posty

19 stycznia 2011

Oszczędności- chleba naszego coraz droższego

Właśnie doczytałem, że zdrożeje chleb. Nie jest to rzecz dziwna, bo ceny co chwilę idą w górę. Ale w wyniku zeszłorocznych powodzi jest mniej zboża, przez co mąki jest mniej i jest droższa. Ponadto drożeje energia elektryczna i benzyna, więc przewiduje się, że w maju 2011 cena bochenka chleba sięgnie nawet 5zł.
Jeśli faktycznie za bochenek chleba będzie trzeba aż tyle zapłacić to najzwyczajniej będzie trzeba poszukać jakiś alternatywnych rozwiązań. U mnie w domu póki co nie jemy dużo chleba i bochenek starcza na 2 dni, więc dawać to będzie wydatek 75zł. na miesiąc.  Znam jednak rodziny, gdzie dziennie kupuje się po 3 bochenki co daje już imponującą kwotę 450zł. miesięcznie za samo pieczywo. Zaznaczam jednak, że to dotyczyć będzie bochenka zwykłego chleba.

A jak wygląda to dziś? Kupuję chleb nie kierując się ceną, a jakością i walorami smakowymi. W tej kwestii póki co oszczędności nie dokonuję. Najczęściej kupuję chleb pszenny z Rogoźna, z Dopiewa (tutaj także maślany), z piekarni Złoty Rożek, a kiedy mam tylko możliwość to moim zdaniem najlepszy obecnie- z piekarni Piskorskiej. Ceny kształtują się w granicach 2,50-2,80 za bochenek. Taniej znajdę produkcji Fawora lub Piekpolu- cena około 2,20 ale nie odpowiadają mi pod kilkoma względami. 

Tak więc w kwestii chleba zawsze przedkładam jakość i smak ponad cenę. Nie rzadko w domu goszczą również wypieki Złotego Rożka- chleb cebulowy, wieloziarnisty, słonecznikowy, zakopiański. Wówczas bochenek kosztuje już 4,10- 4,40. Zastanawia mnie więc jaka będzie ich cena w maju, skoro chleb zwykły  kosztować będzie 5zł. Jest jeszcze możliwość samodzielnego wypieku- ponoć ostatnio coraz modniejszy sposób na pieczywo. Nie próbowałem, ale jeśli będę musiał wydawać krocie za kawałek tego co lubię, zacznę się zastanawiać czy taniej nie wyjdzie domowa produkcja.

10 stycznia 2011

Oszczędności- nie gazuj!

Czy istnieje coś takiego jak ekojazda? Jeszcze niedawno wydawało mi się to zupełnym mitem dopóki sam nie spróbowałem. Ku mojemu zaskoczeniu wystarczy dostosować swoją jazdę do pewnych reguł, aby ostatecznie zanotować mniejsze zużycie paliwa. 

Jazda eko to jazda maksymalnie płynna. Uważna obserwacja drogi i wczesna reakcja, a także umiejętność przewidywania, co się stanie na planowanym torze jazdy, umożliwia jazdę sprawną, z unikaniem gwałtownych hamowań i przyspieszeń. Wczesna reakcja na widoczną z daleka przeszkodę może ograniczyć się do delikatnego spowolnienia ruchu przez hamowanie silnikiem. Wystarczy zdjąć nogę z pedału gazu. Od tego momentu komputer odetnie dopływ paliwa do silnika, jazda odbywać będzie się "za darmo".

I tak badając czy to się sprawdza, rygorystycznie dostosowałem się do zasad:

1. Jedź na najwyższym możliwym biegu, na najniższych możliwych obrotach. Zalecenie jazdy na piątym biegu przy prędkości 50km/h nie powoduje wbrew opiniom, że silnik się "zamuli". Wtedy właśnie, kiedy jest on mocno obciążony i najefektowniej wykorzystuje każdy gram paliwa, pracuje najoszczędniej.
2. Włączaj wyższy bieg najpóźniej po osiągnięciu 2500 obr./min w silniku benzynowym lub 2000 obr./min w silniku Diesla.
3. Przyspieszaj dynamicznie, bez gwałtownych zrywów.
4. Nie jedź na luzie- jeśli planujesz zatrzymanie lub spowolnienie ruchu, tocz się na biegu, bez naciskania pedału gazu.
5. Bądź przewidujący- unikaj zbędnych hamowań.
6. Nie przekraczać prędkości na autostradzie powyżej 120km/h. Zwiększenie do 140km/h powoduje wzrost paliwa o 20%, ponieważ opór powietrza rośnie z kwadratem prędkości.
7. Do powyższych zasad powinno się jeszcze dodać aby nie włączać zbędnych odbiorników prądu w aucie, ograniczać klimatyzację, nie obciążać zbytnio samochodu zbędnymi ciężarami, zachować prawidłowe ciśnienie w oponach, ograniczać opory areodynamiczne (zbędne bagażniki, relingi, itp.)

Należy zawsze pamiętać, że w sytuacji zagrożenia na drodze zapominamy o powyższych zasadach i robimy wszystko, aby nie doszło do kolizji czy wypadku.

I co z tego wyszło? Zaskakujący dla mnie wynik, że to faktycznie działa. Badałem w ten sposób swoją jazdę. Dodam, że pomiary dokonywane były w podobnych warunkach aby przypadkowe czynniki jak pogoda czy teren jazdy nie wypatrzyły wyników. Rezultat jaki otrzymałem pozwolił mi na oszczędność nawet do 12% zużytego paliwa. Co to daje? Przy dzisiejszych cenach paliwa oszczędna jazda pozwoli na zatrzymanie w kieszeni około 5zł. na 100km. Teraz to już wszystko zależy od tego ile kto jeździ samochodem. Zakładając że rocznie przejeżdżam samochodem około 15tys kilometrów daje mi to oszczędność 750zł. w ciągu 12 miesięcy.

Teraz pozostaje pytanie, czy owe 750zł. jest warte takiej jazdy. Zaznaczyć bowiem trzeba, że pokonywanie dotychczasowych odcinków na pewno wydłużyło się w czasie. Prędkość mniejsza, wolniejsze przyspieszenia powodowały, że nie zawsze zdążyłem na zielone światło, nie wciskałem się pomiędzy inne samochody, nie startowałem ze skrzyżowań tak aby zdążyć przed kogoś na kolejnym skrzyżowaniu. Na pewno ekojazda jest spokojniejszą i bezpieczniejszą, daje większe poczucie swobody, jednakże na pewno nie jest dla osób, które działają pod presją czasu. Wybór pozostawiam kierowcy. Jeśli jednak komuś dotarcie do celu 15 minut później nie robi różnicy warto zastanowić się nad tą opcją oszczędności. A przynajmniej  wówczas kiedy tylko to możliwe warto spróbować właśnie ekojazdy.

15 grudnia 2010

Gdzie najtaniej kupisz na święta

Taki właśnie dziś widziałem artykuł na jednym z portali internetowych. Może by mnie to tak nie poruszyło gdyby nie jego fragment, w którym jest napisane że za konkretny koszyk zakupów na święta w najtańszej obecnie sieci handlowej zapłacimy 205,97zł., a w najdroższej aż 393zł. Różnica trzeba przyznać kolosalna jak na pojedyncze zakupy. Zatem nasunęło się pytanie jak to jest z tym oszczędzaniem? Czy faktycznie można aż tak zaoszczędzić na codziennych zakupach jeśli tylko baczniej przyjrzymy się cenom na etykietkach? 

Jeśli tak jest, to oszczędności mogą być spore jeśli je przełożymy na okres całego roku. Artykuł może troszkę naciągnięty, może to tylko ukryta reklama pewnych marek, sieci handlowych, ale może faktycznie można poszukać oszczędności w życiu codziennym. Z kolei aby to nie było przejście na mortadelę do wczorajszego chleba z przeceny, a na obiad gulasz z taniej kiełbasy. Jestem po prostu ciekawy czy uda się coś uszczypnąć a jednocześnie aby nie spadł poziom życia. Bo naprawdę przycisnąć pasa wielkim kosztem można, ale czy jest sens rezygnować z kawałka polędwicy na rzecz tańszej wędliny której nie lubimy. Może po prostu poszukać podobnej wędliny u tańszego producenta?

No cóż, chyba pokuszę się o taką analizę własnego koszyka zakupów i wydatków. Czy naprawdę można znaleźć oszczędności ale jednocześnie aby stopa życiowa nie spadła. Czy pewne wydatki można było uniknąć, czy są substytuty które jakością nie odstępują oryginałom. Już dziś z żoną ruszamy na zakupy ponoć do tej najtańszej sieci. Zobaczymy w takim razie. Oszczędności czas zacząć!

  © Blogger template 'Isolation' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP