Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komunikacja miejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komunikacja miejska. Pokaż wszystkie posty

14 sierpnia 2012

Poznańskie metro

No i jest! Linia tramwajowa na Franowo w sobotę miała swoje uroczyste otwarcie. Super, bo to przecież nasza inwestycja na Euro 2012. Ale lepiej późno niż wcale. Nowa trasa ma odcinek 2km, z czego aż ponad 1km biegnie tunelem pod ziemią. I to chyba najbardziej elektryzowało mieszkańców Poznania- mamy zalążek metra w mieście! 

Oczywiście też musiałem się przejechać tym co powodowało takie podniecenie wśród pasażerów MPK. Nie liczyłem na nic szczególnego i też nic szczególnego w tej mojej przejażdżce nie było. Jako miłośnik metra i kolei podziemnej muszę przyznać, że tak naprawdę linia ta raczej z metrem ma niewiele wspólnego. Prócz tego oczywiście, że biegnie pod ziemią. Nie ma tego klimatu, nie powoduje, że przekraczając pewną barierę człowiek zatapia się w innym, podziemnym świecie. Cóż, tunel budowany metodą odkrywkową jest tak płytko, że na przystankach słychać głosy z zewnątrz. Dochodzi też światło słoneczne więc jakie to podziemie. Doskonale pokazuje to załączone zdjęcie!

Ale co się czepiać. Chwała że po wielu przeszkodach i przeciwnościach udało się oddać ten kawałek torów do użytku publicznego. Co trzeba przyznać, to wielką estetyką wyróżniają się podziemne stacje. To chyba najbardziej mi się podobało ze wszystkiego. Estetyka i wewnętrzne wykończenie przystanków Piaśnicka/Rynek i Piaśnicka/Kurlandzka zasługuje na wysokie wyróżnienie. Na pewno sam zamysł jest dobry- bo tramwaj ma bezkolizyjną trasę przecinając tylko jedno skrzyżowanie z samochodami już na wylocie z tunelu na Franowie. Ja osobiście będę miał fajne połączenie do IKEI więc będzie można łatwiej wpaść na hot-doga:) Martwi tylko to że zabiorą mi dwie linie którymi mogłem sobie dojechać do pracy lub rodziców. Ale to nie tragedia, bo Rataje są doskonale skomunikowane z miastem. Na pewno dużo lepiej niż inne sypialnie Poznania.


18 lipca 2012

Pierwsze koty za płoty

No i póki co to satysfakcji z jeżdżenia tramwajem nie mam. Codziennie pada, więc żadna to przyjemność. A jeszcze są straty w sprzęcie i w ludziach. W sprzęcie bo dziś popsuł mi się parasol. A w ludziach, bo jak chciałem druty wyprostować to sobie palec przeciąłem. Tak więc jechałem dziś do pracy krwawiąc i modląc się o to aby deszcz przestał padać bo nie miałem jak się przed nim schronić.
Co prawda droga do pracy zajęła mi tylko 35 minut. Fakt że tramwaj od razu mi pasował, a z drugiej strony chyba to że półgalopem szedłem aby za bardzo nie zmoknąć. To była jedna z alternatyw, w kolejnych dniach będę testował inne połączenie i inną drogę bo taką możliwość mam. Więc teraz może być już tylko lepiej.

16 lipca 2012

Tramwaje

No i nadszedł moment kiedy odstawiam samochód i drogę do pracy będę pokonywać publicznymi środkami transportu. Takie właśnie było założenie, że zmiana mieszkania tylko w takie miejsce skąd będzie dogodny dojazd do pracy tramwajem. Więc nadszedł odpowiedni moment i dziś mam zamiar kupić sieciówkę na następne 30 dni.
Po co? A no może dla samego siebie? Człowiek tylko z domu do samochodu, później do pracy, ponownie samochodem i wszędzie na siedząco. A tak chcąc nie chcąc do tramwaju chociaż mam 300 metrów a i później 20 minut marszu od przystanku do firmy. Więc wymuszam na sobie skromny ale zawsze jakiś ruch. Tak więc czasowo dojazdy mi się wydłużą, bo ostatnio na korki nie narzekam, ale więcej ruchu no i ten kontakt z ludźmi. Bierny- ale właśnie taki jak lubię. Czyli obserwować, podsłuchiwać, analizować, domniemać- ot cały ja :) Czasowo stracę, a finansowo? Koszt dojazdów zbliżony, więc oszczędności z tego nie będzie. Ale mam nadzieję, że satysfakcja na pewno.

26 listopada 2010

Ukradzione 5 godzin z życia

No i dziś czytam, że właśnie zmienili trasę jednego autobusu który woził mnie bezpośrednio do pracy. Obecnie jeżdżę i tak samochodem, ale nie jest wykluczone, że za kilka miesięcy wrócę do komunikacji miejskiej. Najpierw linia 63 miała jeździć zmienioną trasą ze względu na korki w związku z remontami. Teraz stwierdzono, że niech już tak na stałe zostanie, bo przecież na zmienionym odcinku można dojechać tramwajem. OK, ale przesiadka jest przesiadką i strata czasu w związku z tym jest bo i trzeba z autobusu do tramwaju dojść przez spore skrzyżowanie ze światłami mało przyjaznymi pieszym i na ten tramwaj jeszcze zaczekać. Jedna głupia zmiana wydłuży mi drogę do pracy o około 6-8 minut. Ktoś powie że banał i mało istotne, ale w miesiącu zabierze mi to 2,5 godziny z czasu pracy i kolejne 2,5 godziny z życia prywatnego. Tylko dlatego, że muszę się przesiąść.

29 czerwca 2010

Parada MPK

W ostatni weekend udało nam się uczestniczyć w ciekawym i dość niespotykanym święcie jakie miało miejsce w Poznaniu. Otóż Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Poznaniu obchodziło swoje 130-lecie. Z tej okazji w mieście została zorganizowana wielka parada pojazdów komunikacji miejskiej- na ulice wyjechały zarówno te zabytkowe pojazdy, te które na codzień obsługują pasażerów jak i te nowoczesne które już niedługo pojawią się na poznańskich ulicach.

Przy dźwiękach Orkiestry Miasta Poznania przy MPK Poznań  i tłumnie zebranych mieszkańcach w korowodzie przejechały 23 pojazdy jakie przez ostatnie 130 lat można było spotkać na ulicach Poznania z tramwajem konnym na czele (z 1980 roku).


Za tramwajem konnym jechały pozostałe tramwaje oraz autobusy w kolejności od najstarszych do najnowocześniejszych. Jak zwykle duży entuzjazm i popularność zyskały najbardziej ukochane przez pasażerów: tramwaj "kanciak" oraz autobus "ogórek"



Wielkie zainteresowanie wywołał również "Tramino". Ten tramwaj jest obecnie testowany w stolicy Wielkopolski, a już w przyszłym roku pojawi się w regularnych liniach pasażerskich. Miasto przed zbliżającymi się Mistrzostwami Euro 2012 zakupiło 40 sztuk tych najnowocześniejszych pojazdów.


Prócz atrakcji związanych z prezentacją taboru MPK, otwarto dla zwiedzających starą zabytkową zajezdnię, gdzie po paradzie dalej świętowano w formie prawdziwego pikniku. Chętnych na odwiedzenie tej na codzień niedostępnej dla mieszkańców zajezdni było naprawdę wielu.



Mnie osobiście bardzo cieszyła wystawa tzw. zaplecza technicznego MPK. Na terenie zajezdni zostały wystawione pojazdy które rzadko widać na ulicach miasta. Pojawiają się one jedynie w przypadku awarii, wypadków lub wszelkich prac modernizacyjnych lub konserwatorskich. Mało tego- niemal do każdego takiego pojazdu można było wsiąść i usiąść za sterami aby zobaczyć jak to wszystko wygląda z drugiej strony.

29 stycznia 2010

Młodym być

Wchodzi dziadziuś do autobusu. Podpiera się laską i kurczowo chwyta za poręcz aby móc się utrzymać jak autobus ruszy. Podobnie jak ja zauważa to mężczyzna który wstaje, podchodzi do dziadka i grzecznie ustępuje mu miejsca. Po czym dziadek odpowiada:
- Dziękuję, ale ledwo siedemdziesiątkę przekroczyłem. Do setki jeszcze sobie postoję.

14 stycznia 2010

Pożegnanie Ikarusów

Nie bez przyczyny poznański tabor MPK jest uznawany za najnowocześniejszy w Polsce. Za ponad 58mln. zł. zotanie kupionych 75 nowoczesnych niskopodłogowych autobusów. Po co aż tyle? A to dlatego, że w Poznaniu zostanie całkowicie wymieniony przestarzały tabor w skład którego wchodziły jeszcze poczciwe Ikarusy- ostatnie wysokopodłogowe autobusy w Poznaniu. Niestety mały sentyment zostanie do cieżkich, hałaśliwych, zimnych (co widać na zdjęciu szyby) i niewygodnych Ikarusów, ale czas ustąpić miejsca nowoczesności. W końcu to będzie wizytówka Poznania na zbliżające się Euro 2012.

Z tej okazji nie odmówiłem sobie ostatniego liniowego kursu tym już prawie historycznym pojazdem. Dziś wyjechały ostatni raz na trasy, więc warto to było uwiecznić na zdjęciach. Narzekałem na ich toporność, ale będzie brakować tego drżenia wszystkich elementów wewnątrz. Będzie brakować trzaskających drzwi. Będzie w końcu brakować słynnego przegubu który był moim ulubionym miejscem z dzieciństwa kiedy to na zakrętach nogi rozjeżdżały się w przeciwne strony.

Poniżej fotki ze wspomnianego kursu. Kierowała przesympatyczna pani która do wszystkich się uśmiechała i przyjaźnie machała ręką tym, którzy byli zainteresowani tym pojazdem.









6 stycznia 2010

Wypadek

Byłem dziś świadkiem wypadku. W sumie od biedy można nawet naciągnąć że współuczestnikiem, gdyż tramwaj którym jechałem do pracy (jako pasażer oczywiście) potrącił mężczyznę. Pierwsze co mi przyszło na myśl to szkolenie jakie niedawno przeszedłem z pierwszej pomocy przedmedycznej dla poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Ale po wyjściu z tramwaju okazało się, że już ktoś zdążył się zaopiekować poszkodowanym. To miło mieć świadomość, że znajdują się ludzie, którzy wiedzą co robić w takich sytuacjach. Mężczyzna był przytomny, leżał w pozycji bezpiecznej (dawniej nazywana pozycją boczną ustaloną) i cały czas nad nim ktoś czuwał czy jego stan nie pogarsza się, nie traci przytomności czy też nie wstaje na wszelki wypadek odniesionych urazów. Podsłuchałem również, że motorniczy wzywa przez telefon pomoc, więc moja jakakolwiek interwencja w tej sprawie była zbędna.

Jedno mnie tylko zaniepokoiło w tej całej sytuacji. Bowiem na dworze mróz około -8 stopni, poszkodowany leżał na torach jakby nie było na śniegu, więc o wyziębienie organizmu nie trudno. Czy w tramwajach są odpowiednio wyposażone apteczki? Przydałoby się nakryć człowieka kocem termicznym (folią ratunkową), która pozwoli przez chwilę zatrzymać utratę ciepła. Więc czy motorniczy będąc w stresie i szoku zapomniał o tym? Czy po prostu tramwaje nie są wyposażone w apteczki pierwszej pomocy?

5 stycznia 2010

W Poznaniu nie czytają

Co robi pasażer komunikacji miejskiej w Poznaniu? Przeważnie nic. Jeśli nie ma z kim rozmawiać najzwyczajniej siedzi (lub stoi) i patrzy się przed siebie, za okno, bez większego sensu. No chyba że jedzie taki ktoś jak ja, który obserwuje innych. Czasami zdarzy się, że ktoś coś czyta. Ale obrazek jest to niezmiernie rzadki. Zupełnie inny niż ten który widziałem w metro w Londynie. Tam praktycznie niemal każdy pasażer skupia wzrok na czymś do czytania. Popołudniami jest to najczęściej książka, do południa poranna prasa.

Ale nie ma się co dziwić. Metro schowane pod ziemią nie daje specjalnie atrakcyjnego widoku za oknem- ciemność przerywana jedynie stacjami na których nic tylko ludzie. Więc pasażerowie nie tracąc czasu (w drodze spędzają niekiedy nawet 2 godzinny dziennie) zatapiają się w lekturze. Ale podobną sytuację zaobserwowałem również w kolejce podmiejskiej Londynu. Tam chociaż jedzie ona na powierzchni i widok za oknem jest, to pasażerowie również czytają. Swoją drogą, prasa jest tam darmowa i ogólnodostępna czy to na stacjach czy też w samym wagonie. Będąc na wycieczce w stolicy Anglii to był szok dla mnie. Wsiadasz do metra i masz na siedzeniu poranną gazetę. Jadąc czytasz ją, po czym zostawiasz gazetę dla następnego pasażera, bo wiesz, że po przesiadce w następnej linii również będzie czekać na Ciebie gazeta którą ktoś wcześniej czytał i przed wysiadką zostawił na siedzeniu. Proste rozwiązanie.

W Poznaniu to się nie sprawdza. Codziennie rano widzę jak kolporterzy darmowych gazet ochoczo rozkładają się na stanowiskach. Poznaniak bierze gazetę i... chowa ją do torby. W tramwaju czy autobusie nie czyta- a chyba takie było jedno z założeń gazet ulicznych. W domu pewnie jej nie przeglądnie, tylko rzuci do kosza lub na makulaturę. Kiedyś próbowano stojaków na gazety. Rano lub w południe zapełniane, ale po chwili puste. Takie powodzenie miały? A i owszem- głównie wśród zbieraczy makulatury lub przekup które potrzebowały stosy gazet. Naocznie świadkiem byłem takiego zdarzenia, to babuszka odpowiedziała jasno: "A w co ja sprzedawane jajka będę zwijać"?

15 grudnia 2009

Pal licho z dziadkiem

Z cyklu: Rozmowy kontrolowane

W tramwaju, w drodze do pracy dało się dziś słyszeć rozmowę dwóch kobiet w wieku dojrzałym:
- Wiesz, wczoraj to miałam zabieganie. Mamy taki stolik i dziadek musiał się o niego zahaczyć i się rozbił.
- O matko!
- Więc mówię, normalnie ciężkie miałam popołudnie.
- A coś mu się stało?
- Cały się pobił.
- Ojej! Ale do szpitala nie musieliście jechać?
- Z czym?
- No z dziadkiem.
- Eeee pal licho z dziadkiem- on ciągle się wywraca. Ja mówię o stoliku.

9 grudnia 2009

Bożonarodzeniowy przesąd

Z cyklu: Rozmowy kontrolowane

Na jednym z przystanków do autobusu wsiadły dwie studentki. Wiem kim były bo wynikało to z ich rozmowy która musiała wpadać mi w ucho, gdyż stały przede mną. W pewnym momencie ich rozmowa zeszła na temat świąt, a w tym choinek. Jedna z dziewczyn mówi:

- Trzeba uważać, aby choinka nie przerosła mieszkania. Nie może dotykać sufitu bo to przynosi nieszczęście.
- No co ty!- odpowiada druga z niedowierzaniem
- Serio. Też wydawało mi się to dziwne. Ale kiedyś taką zostawiliśmy i na nasz dom... (tutaj nie wiem bo obok jechała karetka na sygnale i skutecznie zagłuszyła dialog). Od tej pory zawsze ścinamy czubek bo tata to każdego roku za wysoką choinkę kupuje.

To Ci przesąd. Cholernie mnie to zaintrygowało. Raz, to nie sądziłem, że są przesądy z choinkami. Może dlatego, że u mnie w domu zawsze sztuczna była i nigdy nie było problemów czy się zmieści w pokoju. A dwa, to pewnie już się nie dowiem, jakie to nieszczęście spadło na ten dom za to, że choinka dotykała sufitu. Hmmm, ciekawe czy jeszcze są jakieś przesądy bożonarodzeniowe, bo może powinienem na coś szczególnie uważać ;-)

8 grudnia 2009

Zainfekowane MPK

Sytuacja wymusiła, że kilka dni jeździłem samochodem do pracy. Dziś wróciłem do komunikacji miejskiej i cieszę się z tego ogromnie, bo lubię nią jeździć. I jedna rzecz wpadła mi w oko bo jeszcze tydzień temu tak nie było. Mianowicie autobusy i tramawaje zostały zainfekowane! Oczywiście wirusami różnej maści, różnego pochodzenia, bardziej lub mniej znanego. Po prostu w każdym pojeździe przynajmniej jednen z pasażerów kaszlał. I aby to był tylko jeden. Momentami czułem się jak w poczekalni do poradni chorób płucnych. No cóż. Pozostaje uważać na siebie i zadbać o codzienną porcję witamin w postaci świeżych owoców:)

1 grudnia 2009

Panie, a jaka to ulica?

Wczoraj ciężki dzień w pracy. Jakiś wirus chyba powoli i skutecznie mnie rozkłada. Dlatego też wcześniej wyszedłem z firmy bo nie było sensu siedzieć, chociaż to koniec miesiąca i pewne sprawy trzeba domknąć. Wracając do domu wszedłem do autobusu i nie rozglądając się od razu usiadłem na pierwszym wolnym siedzeniu koło starszej pani. Głowa bolała więc nie miałem ochoty szukać czegoś innego, tylko niczym staruszek, po otwarciu drzwi na przystanku ruszyłem do środka na podbój czegoś do siedzenia. Potrzebowałem chwili spokoju.

Jednak okazało się że owa staruszka tego spokoju mi dała, tylko grzecznie zapytała o nazwę ulicy. W sumie to się nigdy nie zastanawiałem nad tym. Bo niby od Roosevelta odchodzi jedna ulica, a później rozgałęzia się na Bukowską i Grunwaldzką. Ale która pierwsza jest, a która tylko później odchodzi od tej wcześniejszej? Przeprosiłem staruszkę, że nie jestem zorientowany i nigdy nad tym nie myślałem. Ale oczywiście Ona zadowolona, że ma kompana do rozmowy zaczyna swoje historie, że to chyba będzie Bukowska. Mi też się tak wydawało, ale nie interesowało mnie to zbytnio. Poza tym głowa mnie bolała i nie miałem ochoty myśleć nad czymś takim. Ale staruszka drążyła dalej, bo kiedyś tam był Pewex i ona ma jeszcze kwity w domu i musi sprawdzić, bo było to chyba Świerczewskiego. No faktycznie, Bukowska była kiedyś ul. Świerczewskiego. I ona jeszcze ma jakąś książeczkę wymiany towarowej i tam są pieczątki. Po czym tłumaczy mi co to Pewex. Pewnie wzięła mnie za aż tak młodego co mógłby nie pamiętać tego hehehehe.

Kurde, ale mi się trafiło. Szukałem spokoju a tutaj teraz mi kobieta o ulicach, Pewexach i książeczkach dewizowych. A myślałem, że zdezorientowana była topografią miasta, a tu jednak dialogi jej w głowie. Mało tego to nawiązała do innych zmian ulic po czym dodaje, że przecież takie zmiany ile kosztują! A to dokumenty zmienić, a to tabliczki a to tyle pieniędzy i na co to komu! No to mi się trafiła towarzyszka uskarżająca się na to i owo. A może zwolenniczka minionego ustroju? A ja chciałem tylko chwilę odetchnąć i przeczekać drogę do domu. Na szczęście po dwóch przystankach wysiadła. Ulga, ufff. Dosiadła się młodsza pani. Ta na szczęście o nic nie pytała.

Ogólnie nie lubię gadać w środkach komunikacji miejskiej. Zdecydowanie wolę obserwować. Ale co zrobić. Czasem taka się trafi i pół autobusu musi słyszeć o czym to się rozmawia i na co się użala. Aha i dziś mimo wszystko sprawdziłem. Od Roosevelta zaczyna się Bukowska i to Grunwaldzka od niej odchodzi:)

24 listopada 2009

Nie mogli dospać?

Ale dziś jesiennie się zrobiło. Wiatr od samego rana huczał w rurach, a na dworze przy tym i zimno i mokro. Chmury nisko zawieszone nad miastem sprawiały jakby zapadły egipskie ciemności. Szybko się przesuwały i miałem wrażenie jakby w każdej chwili miały runąć na ziemię lub przynajmniej drzewa podtrzymują je aby całkiem nie opadły. A wczoraj jeszcze momentami słoneczko przebijało się. Trudno- widać nadchodzą prawdziwie jesienne dni.

Ale ta pora ma dla mnie również pozytywny aspekt. Jadąc do pracy zaglądam ludziom w okna. Ogólnie lubię podlądać jak miasto budzi się do życia, ale teraz mam możliwość dodatkowo naruszać ludzką prywatność. Rozsiadłem się wygodnie w zatłoczonym autobusie (jak rzadko kiedy o tej godzinie) i z chęcią zerkałem do mieszkań gdzie budził się już nowy dzień. Światła się palą i jeśli nie ma zasłon lub rolet widać wszystko. No prawie wszystko. Najczęściej to widzę lampę, szafki, ozdoby na ścianach. Czasem ktoś się krząta przy śniadaniu. W jedym miejscu latem mężczyzna zawsze wychodzi na balkon na papierosa- zawsze o tej samej godzinie. Teraz okno szczelnie zamknięte bo zimno pewnie, ale światło się pali- więc już  widać nie śpi. Dziś też co mnie zaskoczyło, to sporo świateł paliło się w hotelach które mijam po drodze. Zawsze są to góra  2-3 okna, dziś znacznie więcej. Czyżby więcej turystów? Może ciężka noc i dospać nie mogli? A może znowu jakieś targi w mieście- przekonam się popołudniu. A sanepid? Dziś już zapalone światła w całym budynku. Więcej pracy mają? Chyba nie- tylko domyślam się, że ludzie po prostu wcześniej powstawali. Stąd też tłoczniej było w autobusie, który na ogół tuż po 6 rano nie bywa przepełniony.

Szaro, ponuro, nostalgicznie...


19 listopada 2009

W drodze do pracy

Jest rano. Godzina 6:08 lub 6:25. Wszystko zależy od tego jak się wyrobię i którym autobusem pojadę do pracy. Samochód zostaje- w drodze do pracy rzadko po niego sięgam. Dlaczego? Raz że popołudniu korki na mieście, autobusem jest taniej i trochę ruchu zawsze się przyda, a dwa, że w komunikacji miejskiej jest coś niesamowitego. Codziennie widzę te same twarze- obserwuję je. Lubię to robić. Współtowarzyszy porannej jazdy już znam na tyle, że wiem kto gdzie wysiądzie. Nawet rozpoznam kto ma słabszy początek dnia- rano mimika twarzy łatwo to zdradza. Wiem kiedy pasażerka dzień wcześniej była u fryzjera, poznaję kto ma nowy ciuch na sobie. Mijam kolejne przystanki i zauważam kto się dziś nie pojawił. Myślę sobie: urlop ma, chory, a może po prostu zaspał. Widzę też kto jest nowy w autobusie- incydentalny lub jak ich nazywam jednorazowy pasażer zachowuje się zupełnie inaczej.

Tych ludzi widzę niemal codziennie. Niby znajomi, a zupełnie obcy. Słowa z nimi nie zamieniłem, ale wydaje mi się że dobrze ich znam. Czasem próbuję odgadnąć kim są na codzień i gdzie pracują. Tak to jest- jedni jadąc autobusem śpią, inni bezwładnie patrzą w szybę, są też zwolennicy czytania w czasie drogi, a ja należę do tych co bacznie przyglądają się wszystkiemu i wszystkim. Każdy ma swój własny rytuał w drodze do pracy.

Pamiętam kiedyś podczas krótkiego pobytu w Londynie do centrum dojeżdżałem kolejką podmiejską. Zawsze o tej samej godzinie jechała pewna młoda dziewczyna. Zawsze siedziała w tym samym miejscu. Charakterystyczna, bo włosy miała gęste, kręcone i długie aż do pasa, ubrana w elegancki kostium. Całą drogę zawijała koka na głowie, na siedzeniu obok miała porozkładane szczotki, spinki i klamry do włosów. Kiedy kolej już powoli wczłapywała się na końcową stację ona wydawałoby się była jeszcze daleko w polu, wydawałoby się dopiero szykowała się do zawijania fryzury. Wychodziłem na peron, a ona drugim wyjściem we wzorowo zwiniętych włosach, gotowa do dalszej drogi. Pełna perfekcja i zgranie w czasie, a przede wszystkim wykorzystanie tego czasu w drodze do pracy.

Uwielbiam takie obrazki. Rutyna i powtarzalność zachowań ludzkich w autobusie a także to co ją zaburza. Wówczas zaczyna się coś dziać i na swój sposób jest to także warte obserwacji. Bowiem niby zawsze to samo, ale droga do pracy jest zawsze nieprzywidywalna.

  © Blogger template 'Isolation' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP