14 sierpnia 2010
Chociaż należę do osób przewidujących i do wielu spraw podchodzę bardzo asekuracyjnie, to jednak wszystkiego przewidzieć się nie da. Normalnie jeszcze powinienem być z rodzinką gdzieś na południu Polski czynnie odpoczywając w Beskidach. Ale niestety już jesteśmy w domu, w Poznaniu. Jak wspomniałem, wszystkiego przewidzieć się nie da i czasami plany zmieniają się o 180 stopni. Nic nie zapowiadało takiego scenariusza. Od samego początku urlopu dosyć aktywnie chłonęliśmy piękno naszych gór nie próżnując i nie marnotrawiąc czasu na to aby nic nie robić. I chyba dlatego udało nam się w skróconym czasie zobaczyć niemal tyle co przez cały zakładany okres urlopu. A dlaczego musieliśmy przerwać nasz aktywny wypoczynek? Otóż córeczka nam się rozchorowała, wpływu na to nie mieliśmy.
Kto był kiedykolwiek z chorym dzieckiem na wakacjach dobrze wie, że to nie to samo. Człowiek jedynie w stresie żyje, a wszystko co wokoło przestaje cieszyć. Przynajmniej ze mnie zaczął się tworzyć kłębek nerwów i zaczęła się wkradać niepewność której po prostu nie lubię. A jak już tracę powoli grunt pod nogami, czy sprawy zaczynają mi się lekko wymykać spod kontroli, to wolę wycofać się na pewniejszy teren. W tym przypadku wrócić do domu. Nie było sensu siedzieć i się zamartwiać co będzie dalej. Diagnozy miejscowego lekarza jakoś również do mnie nie przemawiały.
Tak więc błyskawiczne pakowanie i nocne wracanie do domu, po to aby na drugi dzień z samego rana dziecko obejrzał zaufany lekarz. Może i decyzja zbyt pochopna, ale mimo wszystko jestem spokojniejszy, że wirus jaki dopadł córeczkę nie jest taki groźny. Poza tym uniemożliwiłby nam dalsze vojaże po beskidzkich szlakach. A siedzenie na pokoju z marudnym dzieckiem do przyjemności by nie należało. Wakacyjna przygoda szybko się skończyła, ale i tak jestem zadowolony z tego co udało nam się zobaczyć. A przede wszystkim szczęśliwy, że decyzja chociaż bolesna to jednak prawidłowa i dziś razem rodzinnie już odpoczywamy w domu. A w Beskidy pewnie przyjdzie nam wrócić nie raz, bowiem ta część naszego kraju ma sobą tyle do zaoferowania że i tak byśmy nie byli w stanie wszystkiego zobaczyć. Dla mnie jednak najważniejsze zdrowie najbliższych i to będę przedkładać ponad wszystko.
6 sierpnia 2010
Moje mieszkanie, mój świat
Czy można komfortowo żyć na przysłowiowych kilku metrach? To mnie zawsze zastanawiało, jak można sobie urządzić mieszkanie w jednym pomieszczeniu które nie zachwyca swoją powierzchnią. Nawet bardzo często będąc w różnych małych sklepikach, butikach, w myślach dokonuję absolutnej metamorfozy przerabiając pomieszczenie na mieszkalne. Może to głupie, ale mam taką przypadłość, że ze spożywczego nagle tworzę sobie wirtualny apartament. Wszystko chyba zaczęło się od tego jak kolega z podstawówki mieszkał na parterze w miejscu gdzie teraz jest utworzony sklep. Obecnie miejsce absolutnie nie do poznania. Niby wszystko tak samo, ale jakby zupełnie inaczej.
Podczas jednych z wakacji miałem również okazję zobaczyć jak wyglądają klaustrofobiczne mieszkania w Serbii. Jak ludzie żyjąc całymi rodzinami potrafią urządzić się praktycznie na pokoju z kuchnią. Widziałem też lokum parki Polaków mieszkających w Paryżu, na poddaszu. Ponoć komfortowe warunki, bo aż 12 metrów i nawet łazienka się zmieściła, wyodrębniony fragment na kuchnię i normalnie pokój. Niepojęte dla mnie jest a jednocześnie fascynujące jak można sobie usprawnić organizację dnia codziennego w tak niewielkim pomieszczeniu. Albo ludzie żyjący w przyczepach campingowych. To zaledwie 10-15 metrów a mają wszystko co niezbędne.
Oczywiście wszystko zależy od potrzeb mieszkających, od tego czym się zajmują na codzień i do czego im służy mieszkanie. Druga strona medalu, to pomysłowość jak przystosować sobie mieszkanie, aby czuć się swobodnie, wszystko było pod ręką, a jednocześnie nie było bałaganu i sterty kartonów poupychanych w kątach mieszkania. Już od dawna znane mi się pomysły przerabiania wanny na tapczan, podwieszanych szafek przy sufitach, podwójnych kredensów służących jednocześnie jako biurko i blat kuchenny. Ale to co przedstawia poniższy filmik przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ale co tu dużo mówić. Pomysłowość ludzka nie zna granic, a to co zaprezentował ten młody mężczyzna jest dla mnie absolutnym szokiem!
Podczas jednych z wakacji miałem również okazję zobaczyć jak wyglądają klaustrofobiczne mieszkania w Serbii. Jak ludzie żyjąc całymi rodzinami potrafią urządzić się praktycznie na pokoju z kuchnią. Widziałem też lokum parki Polaków mieszkających w Paryżu, na poddaszu. Ponoć komfortowe warunki, bo aż 12 metrów i nawet łazienka się zmieściła, wyodrębniony fragment na kuchnię i normalnie pokój. Niepojęte dla mnie jest a jednocześnie fascynujące jak można sobie usprawnić organizację dnia codziennego w tak niewielkim pomieszczeniu. Albo ludzie żyjący w przyczepach campingowych. To zaledwie 10-15 metrów a mają wszystko co niezbędne.
Oczywiście wszystko zależy od potrzeb mieszkających, od tego czym się zajmują na codzień i do czego im służy mieszkanie. Druga strona medalu, to pomysłowość jak przystosować sobie mieszkanie, aby czuć się swobodnie, wszystko było pod ręką, a jednocześnie nie było bałaganu i sterty kartonów poupychanych w kątach mieszkania. Już od dawna znane mi się pomysły przerabiania wanny na tapczan, podwieszanych szafek przy sufitach, podwójnych kredensów służących jednocześnie jako biurko i blat kuchenny. Ale to co przedstawia poniższy filmik przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ale co tu dużo mówić. Pomysłowość ludzka nie zna granic, a to co zaprezentował ten młody mężczyzna jest dla mnie absolutnym szokiem!
Autor: Petitek79 o 12:08 1 komentarze
Etykiety: Rozmyślania
29 lipca 2010
W pełni sezonu
Ale ostatnio mam mało czasu. Lato nas mile zaskoczyło i stąd po prostu urwanie głowy w firmie. Pewnie ktoś powie, że wariat pisze myśląc o upałach po 36 stopni jako miłe i przyjemne. A no akurat tak właśnie jest. Może i ja osobiście ostatnio ciężko znoszę taki żar lejący się z nieba, ale za to specyfika niektórych firm polega na tym, że ekstremalne temperatury zaraz powodują zwiększone obroty. I tak właśnie jest u nas, kiedy to upały, najlepiej nieprzerwalne i długotrwałe, nieźle napędzają nam klientów. To właśnie od temperatur w czerwcu i lipcu zależy jak firma przetrzyma zimowy letarg. Ogólnie mówiąc od sezonu do sezonu.
No i przez to poruszenie pogodowe zaraz więcej papierów do przewalania, telefony nie milkną a klienci walą drzwiami i oknami. Szef z podniesionym czołem chodzi. Ba! Niemal skacze z radości, bo miesiąc lipiec okazuje się najlepszym miesiącem w 20-letniej historii istnienia firmy. Więc idąc na urlop będę czuł, że jest to zasłużone wolne. Jeszcze tylko tydzień i będzie chwilka wytchnienia od biurkowego bałaganu. Teraz temperatura też troszkę odpuściła, więc dzięki temu zdążę pozamykać kilka spraw przed wolnym. W sumie wakacyjny wyjazd coraz bliżej, ale jeszcze nim aż tak nie żyję. Mam tylko nadzieję, że uda nam się wypocząć, zrelaksować i zobaczyć kilka nowych górzystych zakątków Polski. Ale póki co jeszcze troszkę roboty, jeszcze troszkę trzeba się sprężyć, jeszcze, jeszcze...
Autor: Petitek79 o 13:16 0 komentarze
Etykiety: Rozmyślania
20 lipca 2010
Slumdog. Milioner z ulicy
Wczoraj był jakiś ciężki dzień. Od samego rana wiele rzeczy mnie drażniło i tylko czekałem, aż ktoś mi się napatoczy na kim będę mógł się rozładować. Słownie oczywiście. Później trzymało się mnie dziwne napięcie niepokoju które zawsze towarzyszyło mi w szkole kiedy nieprzygotowany do lekcji dowiadywałem się o kartkówce. Na szczęście w ciągu dnia wszystko zdołało się rozładować, a na sam wieczór żona zaproponowała obejrzenie filmu. Ostatnio jesteśmy tak zmęczeni, albo tak zabiegani, że rzadko kiedy coś wieczorem razem oglądamy. Pomysł oczywiście wyśmienity, chociaż znając siebie, nie wierzyłem, że mógłbym w trakcie filmu nie zasnąć. Mało tego, nawet nie mrugnąłem!
Wybór padł na "Slumdog. Milioner z ulicy". Film dość głośny swego czasu, lecz wcześniej nie mieliśmy okazji go oglądać. Ale mocno mnie wciągnął! Niby wydaje się taką zwykłą indyjską opowiastką, a jednak nie bez przyczyny zdobył 8 Oscarów i kilkadziesiąt innych nagród. A opowiada o Jamalu, mieszkańcu slumsów Bombaju, który w wieku 18 lat bierze udział w hinduskiej wersji "Milionerów". Od finałowej wygranej dzieli go zaledwie ostatnie pytanie, jednak zanim zdąży na nie odpowiedzieć, zostaje aresztowany przez policję, która chce się dowiedzieć jak zwykły chłopak wychowany na ulicy, pracujący jako herbaciarz, może wiedzieć aż tak dużo. Jamal opowiada prawdziwą historię dzieciństwa, przemocy oraz miłości swojego życia i przeznaczenia.
Naprawdę wciągająca historia. Moim zdaniem po mistrzowsku fabuła filmu wkomponowana w obraz prawdziwej Indii, tej której znamy z opowieści a nie z folderów biur turystycznych. Pokazane prawdziwe oblicze brutalnego życia na indyjskich ulicach, zmagania się z biedą, przeciwnościami, manipulacją i walką o przetrwanie. Kto jeszcze nie widział- szczerze polecam.
Autor: Petitek79 o 14:11 2 komentarze
Etykiety: Kultura
13 lipca 2010
Czym ludzie piszą?
Dziś miałem wątpliwą przyjemność stać w kolejce w jednej z instytucji państwowych. A że strasznie mi się dłużyło to zacząłem obserwować ludzi którzy obok przy stolikach wypisywali niezbędne dokumenty, po to aby stanąć na końcu ogonka w którym i ja tkwiłem. A ta obserwacja to wzięła się z długopisu jednej z pań przy stoliku. Miała znajomą mi reklamówkę długopisu z logo Stowarzyszenia Księgowych w Polsce (SKwP). No i od razu przyszła mi myśl- czym ludzie piszą?
Oczywiście pewnie zależy od sytuacji, ważności dokumentów i osób wypisujących je. Tutaj jak się domyślam był przekrój od tzw. gońców, przez podrzędnych pracowników biurowych, sekretarki, pracownice biur rachunkowych, księgowe czy nawet do właścicieli i prezesów firm. No i ku memu zaskoczeniu, niemal wszyscy pisali... zwykłymi długopisami reklamowymi z logami i adresami firm i instytucji, otrzymywanymi przy różnych sposobnościach. Pełna gama kolorowego nadrukowanego plastiku z wkładem piszącym w środku. Był jeden wyjątek- młody chłopak wyjął tradycyjny żółty jednorazowy długopis firmy BIC. No i jeszcze młody elegant w gangu co siłował się z urzędowym długopisem przyczepionym stylowym łańcuszkiem do blatu przy okienku. Nie było piór kulkowych (niegdyś takie modne), Parkerów, Watermanów, o piórach ze stalówką nie wspomnę. Zresztą co tutaj dużo mówić, sam przed tymi obserwacjami używałem długopisu reklamowego z firmy mojej żony. Chociaż ten to się prezentował zdecydowanie najlepiej ze wszystkich.
Później tak sobie myślałem, że właściwie wszędzie od kilku lat również używam samych reklamówek. Nie mam swojego ulubionego długopisu, szlachetnego, drogiego, markowego z wymiennym wkładem czy coś tego typu. Po prostu praktycznie, tanio i bez obaw że będzie tragedia jak zostawię gdzieś coś drogiego.
Autor: Petitek79 o 14:18 1 komentarze
Etykiety: Rozmyślania, Samo życie
12 lipca 2010
Upały
Oj dają się ostatnio we znaki. Niestety, ale ja ostatnio zaczynam źle znosić tak wysokie temperatury. Nie wiem czym to jest spowodowane, bowiem kiedyś nie robiło mi to zbytniej różnicy czy na dworze 24 czy 36 stopni. Obecnie szalenie odczuwam aż taką różnicę.
Pamiętam czasy kiedy na słupku rtęci kreska dochodziła do 38 stopni, a ja bez większego zmęczenia spacerowałem w pełnym słońcu. Kiedyś w upalne dni niewiele piłem, dziś napoje chłodzące są wręcz niezbędne. Kiedyś mogłem swobodnie wyleżeć w pełnym słońcu spiekając skórę wręcz na czerwonego raka, dziś absolutnie unikam wystawiania się do słońca. Kiedyś uwielbiałem jak ostre słońce wręcz nagrzewa moją twarz i piecze w poliki, dziś tylko czuję jak nagle wychodzą na mnie krople potu. Samochód z klimą kiedyś nie do pomyślenia, dziś mam z klimą, a upał nadal doskwiera.
Nie wiem skąd nagle te zmiany. Ostatnia noc chociaż przy otwartym balkonie była wręcz nie do wytrzymania. Poduszka pływała, a ja taplałem się w niej próbując zasnąć. Co chwilę ocierałem spocone czoło i walczyłem z niesamowitym uczuciem duchoty i z czasem, bo rano do pracy. Właśnie, jedyny plus z upałów to w pracy. Teraz firma zbiera żniwo. Im bardziej gorące lato i im dłużej będzie trwało tym lepszy byt dla firmy na cały przyszły rok. Ale tutaj chociaż teoretycznie chłodniej to i tak czuję się dziś już wyeksploatowany. Upał mnie dopada nawet w najbardziej zacienionym pokoju w budynku. Normalnie aż boję się myśleć co będzie na starość.
Autor: Petitek79 o 13:18 0 komentarze
Etykiety: Rozmyślania
5 lipca 2010
Po ćwierćfinałach
No i kolejna odsłona piłkarskich Mistrzostw Świata za nami. Jak dla mnie to wyniki zaskakujące. Nie zawiodła mnie Holandia, która mimo iż faworytem spotkania nie była, to w dziecinny sposób ograła Brazylię. Tak samo ich los podzieliła Argentyna, która doznała upokorzenia z Niemcami. Spodziewałem się twardej gry a tutaj mecz niemal jednostronny. Niesamowite, jak Niemcy mają poukładany zespół. Porażka Paragwaju zaskoczeniem nie jest, chociaż opór jaki stawili Hiszpanom budzi uznanie. Jak również jawnie przekręcone decyzje sędziego z tego meczu, ale to już inna historia.
Największym jednak przegranym dla mnie jest Ghana. Jejku jak mi jest żal tego zespołu. Mieli praktycznie zwycięstwo podane na tacy i nie potrafili tego wykorzystać. Najpierw przeszkodziła im "boska dłoń" Urugwajczyka Suareza kiedy to piłka już przekraczała linię bramkową, a później kiedy na trybunach zapanował euforia... ta poprzeczka w karnym. A mogli pisać nową historię. Nikt na nich nie stawiał. Ba! Nikt nie sądził że wyjdą z grupy a gdzie tutaj mówić prawie o wejściu do półfinału. Zastanawia mnie tylko co może w tej chwili czuć Gyan- piłkarz który przestrzelił tego fatalnego karnego. Obciążenie psychiczne przeogromne. To praktycznie jego zasługa w tym, że Ghana nie przeszła dalej. Owszem, cały zespół grał nawet 120 minut, ale każdy będzie pamiętać tylko zaprzepaszczoną szansę w przestrzelonym karnym.
Sam jeden człowiek wziął na siebie barki odpowiedzialności za cały zespół. Sam jeden teraz może mieć uraz psychiczny do końca życia. Czy psycholog będzie potrzebny dla tego piłkarza? Unieść ciężar jak dźwignął na siebie piłkarz. Ciężar nadziei nie tylko Ghany, ale także całej Afryki, jak również wielkiej rzeszy sympatyków futbolu na całym świecie. Jak teraz pokaże się w klubie, ponownie w reprezentacji, czy nawet wśród znajomych, rodziny, na ulicy. Wiadomo, każdy będzie go pocieszać, ale obciążenie psychiczne przeogromne. Gdyby był Kolumbijczykiem, pewnie wyznaczono by cenę za jego głowę. Ogromne emocje, niesamowite zwroty w akcji. Futbol jest piękny i nieprzewidywalny.
Autor: Petitek79 o 12:47 2 komentarze
Etykiety: Na sportowo, Rozmyślania
1 lipca 2010
Kto mistrzem świata
Pozostał nieco ponad tydzień i już wszystko będzie wiadomo kto przejmie koronę na najbliższe 4 lata. Pozostało już tylko 8 drużyn. Czy to wystarczające aby wytypować zwycięzcę? Wiemy kto z kim zagra w najbliższym meczu, kto na kogo potencjalnie może trafić, więc pokusiłem się aby wskazać finałową parę. Okazuje się, że to wcale nie takie proste. Oto najbliższe mecze ćwierćfinałowe:
1. Holandia- Brazylia
2. Urugwaj- Ghana
3. Niemcy- Argentyna
4. Paragwaj- Hiszpania
1. Holandia gra dość ustabilizowaną grę. Konsekwentnie gra swoje, bez polotu, ale mądrze rozkładając siły na cały turniej. Brazylia natomiast nie ma w sobie tej piłkarskiej samby. Robi wrażenie wynikami, ale z przeciętną Portugalią na tym mundialu nic nie pokazała. Kto wygra? Wyrafinowany futbol, czy finezja? Jeśli Brazylia nie przebudzi się to może mieć problemy z pokonaniem "pomarańczowych". To nie ta drużyna co kiedyś. A w Holandii na pewno będzie pełna mobilizacja na ten mecz. Mój typ: wymęczony awans Holandii
2. Teoretycznie najsłabsza para ćwierćfinałowa. Jedni i drudzy wręcz prześlizgnęli się przez dotychczasowe mecze. Ale w piłkarzach Ghany widzę wolę walki. To typowi afrykańscy wojownicy. Już sprawili wielką niespodziankę i myślę że ten etap również przebrną. Jeśli nic w zespole nie pęknie to oni będą świętować. Z całym szacunkiem dla Urugwaju, ale to jest mundial niespodzianek i tutaj również upatruję niewielką. Mój typ: awans Ghany
3. To chyba najtrudniejszy mecz ze wszystkich dotychczasowych. Argentyna od początku absolutny faworyt do mistrzostwa. Niemcy prezentują bardzo poukładaną drużynę jakiej już dawno nie widziałem. Ale zastanawia mnie ta wpadka z Serbią. Jak im coś nie idzie to cały szkielet drużyny rozsypuje się w miał. W meczu z Anglią po stracie gola zaczęli się również gubić i gdyby nie błąd sędziego może by ich już tu nie było. Jeśli Argentyna od razu zada cios Niemcom, myślę, że nie pozbierają się z tego. I na to liczę. To może być ciekawy mecz obfitujący w dużą ilość fauli i kartek. Na pewno nie ukończy go komplet graczy. Mój typ to po ciężkim boju przejdzie Argentyna
4. Paragwaj był moim czarnym koniem przed mistrzostwami. Liczyłem że napsuje krwi faworytom tego turnieju, ale po tym co pokazali w ostatnim meczu z Japonią mam wątpliwości czy stawią jakikolwiek opór dobrze zorganizowanej Hiszpanii. Hiszpania przez wielu uznawana za murowanego faworyta. Czy do mistrzostwa to nie wiem. Ale w tym meczu na pewno jeśli w Paragwaju nie zajdzie metamorfoza o 180 stopni. Mój typ to Hiszpania
Wg powyższego w półfinale znajdą się:
5. Holandia- Ghana
Kolejny trudny mecz. Ghana mi naprawdę imponuje. Ale ciekawe jak długo? Myślę, że w tym meczu w końcu siły ich opuszczą. To Holandia zagra w finale.
6. Argentyna- Hiszpania
No i główni faworyci trafili na siebie w półfinale. Na tym poziomie rozgrywek i z takimi drużynami trudno prorokować kto będzie lepszy. Chociaż nieskromnie przyznam, że łatwiej mi tutaj postawić na Argentynę niż w poprzednim półfinale na Holandię.
Mój finał Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej RPA 2010:
HOLANDIA- ARGENTYNA
Autor: Petitek79 o 09:30 0 komentarze
Etykiety: Na sportowo, Rozmyślania
29 czerwca 2010
Parada MPK
W ostatni weekend udało nam się uczestniczyć w ciekawym i dość niespotykanym święcie jakie miało miejsce w Poznaniu. Otóż Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Poznaniu obchodziło swoje 130-lecie. Z tej okazji w mieście została zorganizowana wielka parada pojazdów komunikacji miejskiej- na ulice wyjechały zarówno te zabytkowe pojazdy, te które na codzień obsługują pasażerów jak i te nowoczesne które już niedługo pojawią się na poznańskich ulicach.
Przy dźwiękach Orkiestry Miasta Poznania przy MPK Poznań i tłumnie zebranych mieszkańcach w korowodzie przejechały 23 pojazdy jakie przez ostatnie 130 lat można było spotkać na ulicach Poznania z tramwajem konnym na czele (z 1980 roku).
Za tramwajem konnym jechały pozostałe tramwaje oraz autobusy w kolejności od najstarszych do najnowocześniejszych. Jak zwykle duży entuzjazm i popularność zyskały najbardziej ukochane przez pasażerów: tramwaj "kanciak" oraz autobus "ogórek"
Wielkie zainteresowanie wywołał również "Tramino". Ten tramwaj jest obecnie testowany w stolicy Wielkopolski, a już w przyszłym roku pojawi się w regularnych liniach pasażerskich. Miasto przed zbliżającymi się Mistrzostwami Euro 2012 zakupiło 40 sztuk tych najnowocześniejszych pojazdów.
Prócz atrakcji związanych z prezentacją taboru MPK, otwarto dla zwiedzających starą zabytkową zajezdnię, gdzie po paradzie dalej świętowano w formie prawdziwego pikniku. Chętnych na odwiedzenie tej na codzień niedostępnej dla mieszkańców zajezdni było naprawdę wielu.
Mnie osobiście bardzo cieszyła wystawa tzw. zaplecza technicznego MPK. Na terenie zajezdni zostały wystawione pojazdy które rzadko widać na ulicach miasta. Pojawiają się one jedynie w przypadku awarii, wypadków lub wszelkich prac modernizacyjnych lub konserwatorskich. Mało tego- niemal do każdego takiego pojazdu można było wsiąść i usiąść za sterami aby zobaczyć jak to wszystko wygląda z drugiej strony.
Autor: Petitek79 o 15:03 1 komentarze
Etykiety: Komunikacja miejska
23 czerwca 2010
RPA 2010
Od kilkunastu dni trwa wielkie święto fanów piłki nożnej na całym świecie. Ale muszę przyznać, że mi troszkę te mistrzostwa umykają przez palce. Pierwszy mecz zawsze rozegrany zostanie jak jeszcze w pracy jestem. Drugi mecz dnia to w trakcie powrotu do domu a później obiadu. A jak się trzeci mecz dnia rozpoczyna to najczęściej usypiam dziecko. Więc nie jestem jakoś w stanie śledzić poczynań piłkarzy na boisku. Jestem obecny w tych mistrzostwach ale troszkę z boku. Mianowicie śledzę bieżące wyniki, wydarzenia, troszkę analizuję teoretyczną grę, ale nie praktyczną niestety.
To widać zdecydowanie przełożyło się na moje obstawiania w zakładach bukmacherskich. Sensacyjne wyniki jak porażka Hiszpanii ze Szwajcarią, wymęczony remis Anglii z Algierią czy Włochów z Nową Zelandią po prostu przyprawił mnie o zawroty głowy. Na szczęście ja tylko w to się bawię i w takiej formie przyjmuję ten jakby nie było hazard. Ale od trzeciej rudny fazy grupowej karta się odwróciła i nie zawodzi mnie intuicja gracza. Zatem można powiedzieć, że mistrzostwa zaczynają dla mnie zyskiwać na atrakcyjności. Teraz dopiero zaczyna się prawdziwa gra, nie tylko na boisku. Oto dowody:
Z niecierpliwością czekam dnia dzisiejszego czy passa zostanie podtrzymana. Dla ciekawskich podaję swoje typy:
1. USA-Algieria - Liczę w końcu na przebudzenie USA i ich zwycięstwo. Z całym szacunkiem dla Algierii, ale tego meczu nie wygra
2. Słowenia- Anglia - Dobra passa Słoweńców się skończyła. Pewna wygrana Anglii i Słowenia odpada z gry. Nie kieruję się spekulacjami prasy, że w drużynie z wysp dzieje się coś niedobrego
3. Australia- Serbia - Nie liczę na niespodziankę i stawiam na wygraną Serbów. W tej fazie drużyna która straciła 5 bramek i strzeliła 1 nie ma co liczyć na urwanie nawet punktu dobrze poukładanej drużynie bałkańskiej
4. Gana- Niemcy - Ciężki mecz. Ale coś czuję, że Niemcy tego nie wygrają. Kolejny rewelacyjny wynik? Intuicja mi podpowiada wygraną lub remis Gany. Czyżby Niemcy z Francuzami wracali do domu tym samym samolotem?
Autor: Petitek79 o 13:42 3 komentarze
Etykiety: Na sportowo, Rozmyślania
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archiwum
- grudnia 2012 (2)
- września 2012 (2)
- sierpnia 2012 (3)
- lipca 2012 (5)
- czerwca 2012 (5)
- maja 2012 (3)
- kwietnia 2012 (4)
- marca 2012 (1)
- lutego 2012 (4)
- stycznia 2012 (1)
- października 2011 (5)
- września 2011 (3)
- sierpnia 2011 (6)
- lipca 2011 (7)
- czerwca 2011 (5)
- maja 2011 (4)
- kwietnia 2011 (5)
- marca 2011 (5)
- lutego 2011 (4)
- stycznia 2011 (7)
- grudnia 2010 (10)
- listopada 2010 (7)
- października 2010 (7)
- września 2010 (8)
- sierpnia 2010 (5)
- lipca 2010 (6)
- czerwca 2010 (6)
- maja 2010 (6)
- kwietnia 2010 (9)
- marca 2010 (7)
- lutego 2010 (8)
- stycznia 2010 (10)
- grudnia 2009 (15)
- listopada 2009 (10)
Kategorie
- Komunikacja miejska (15)
- Kultura (17)
- Moje miasto (26)
- Na sportowo (14)
- Oszczędności (3)
- Rataje (2)
- Rozmowy kontrolowane (14)
- Rozmyślania (43)
- Samo życie (77)
- Zdrowie (20)
Czytam innych
-
-
Wszystko, co przemija, jest tylko symbolem10 miesięcy temu
-
-
-
-
Do zobaczenia na wordpress.com7 lat temu
-
koniec blogowania tu i nowy adres7 lat temu
-
-
-
Malarstwo ścienne...10 lat temu
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-




