15 kwietnia 2010

Koniec pojednania

Chcąc czy nie chcąc człowiek i tak zmuszony jest żyć ostatnimi wydarzeniami. Nie da się uciec od tego wszystkiego co wokół się dzieje. Przyznam się, że nie sądziłem, że koniec pojednania nadejdzie jeszcze przed pogrzebem prezydenckiej pary. Wiedziałem, że to nastąpi, ale nie sądziłem że tak szybko. Dziś rano przeczytałem na blogu Ani coś pod czym całkowicie się podpisuję: Moim skromnym zdaniem za zasługi powinno się chować na Wawelu, a nie za tragiczną śmierć.

12 kwietnia 2010

W obliczu tragedii

Wiadomo co się stało. Nie będę się tutaj rozpisywać, bo powiedziano wystarczająco wiele, każdy oglądał relacje telewizyjne, śledził bieżące wydarzenia związane z katastrofą samolotu. Nie mam zamiaru tutaj pisać nic twórczego. Ale jedna myśl ciągle zaprząta mi głowę obok której obojętnie przejść nie mogę. Mianowicie tak wiele mówi się o pojednaniu Polaków. W obliczu tragedii wszyscy zwróceni w jednym kierunku, wszelkie podziały znikają, ustają ludzkie spory. Mówi się o tym, że ból i cierpienie łączy ludzi i sprzyja temu sławetnemu pojednaniu Narodu Polskiego. Powiem krótko. Takie pojednanie już raz było- dokładnie 5 lat temu. Również wszyscy się jednoczyli bowiem pogrążeni w żałobie byli sobie w stanie wszystko wybaczyć. Obiecywano sobie wiele. Dlatego teraz nie wierzę w to co niektórzy mówią o zniesieniu wszelkich podziałów. Owszem, jesteśmy tacy, że sytuacjach kryzysowych potrafimy się jednoczyć. Ale to tylko na ten moment.

8 kwietnia 2010

"Dobry rok"

Przeczytałem książkę. Pierwszą w tym roku. Niestety nie ma powodów do zadowolenia i nie ma się czym chwalić- jedna książka na kwartał. Niestety, ale kiedyś więcej książek czytałem. Wręcz pochłaniałem je. Teraz troszkę czasu brakuje, a jak się czas znajdzie to zawsze jest jakieś inne zajęcie. Wieczorami z kolei jestem tak zmęczony, że jak wezmę książkę do ręki od razu nad nią usypiam.

Ale tę pozycję przeczytałem, gdyż bardzo mi się podobała. Książka "Dobry rok" Petera Mayle nawet mnie tak wciągnęła, że jednego ranka zagłębiłem się w treść do tego stopnia, że nie zauważyłem upływającego czasu i do pracy pojechałem z ponad 30 minutowym opóźnieniem. A co mnie wciągnęło? Otóż jest to opowieść o młodym Angliku, który w jednym momencie traci dobrą posadę w Londynie i zostaje z długami i bez perspektyw na dalsze życie. W tym samym jednak czasie otrzymuje wiadomość o otrzymanym spadku. Posiadłość zmarłego stryja we Francji w Prowansji nagle staje się jego własnością. Bohater stawia wszystko na jedną kartę i nie mając praktycznie nic do stracenia przenosi się na południe Europy i tam rozpoczyna nowe życie. No i książka opowiada o jego aklimatyzacji w nowym miejscu, stosunkach z otoczeniem, ludźmi, nowymi wyzwaniami.

To jest właśnie typ książki, który bardzo mi odpowiada. Mianowicie o ludziach, którzy zaczynają tzw. "życie od początku" przenosząc się do nowego miejsca, nowego kraju. Lubię jak książka opisuje ich perypetie, obyczaje charakterystyczne dla danego regionu, kraju, jak bohaterowie wtapiają się w miejscowy tłum, starają się upodobnić do innych. Przez ja to poznaję jaki ten kraj jest, co ma do zaoferowania. W takich książkach odnajduję to czego na próżno mogę szukać w przewodnikach turystycznych. Dzięki takim książkom jak ta, sam przenoszę się w miejsce akcji i niemal wcielam w osobę głównego bohatera.

6 kwietnia 2010

Czuć wiosnę

No i po świętach. Muszę przyznać, że w tym roku święta uważam za wyjątkowo udane. A to za sprawą miłej niespodzianki jaką zgotowała nam pogoda. Przedświąteczne prognozy kompletnie nie napawały optymizmem a tutaj proszę- w pierwszy dzień Wielkanocy można było nawet zorganizować piknik na świeżym powietrzu. O tyle sympatycznie było, że słonko grzało a w powietrzu czuć było prawdziwą wiosnę. Pogoda również cieszy do tego stopnia, że można było rozpocząć prace na działce. Tak więc już przed świętami wybieliliśmy drzewka, podcięliśmy je, wszystko zostało wypielone z chwastów które już zdążyły wyjść, cebule i nasiona wczesnowiosenne posadzone. Do tego trawa się zazieleniła i pokryła wiosennymi kwiatkami, z ziemi wychodzą nowe krzaki malin a na drzewach pojawiły się pierwsze pąkówki. Nie ukrywam jak bardzo cieszy mnie ten widok...


I nie tylko ja się cieszę z nadchodzącej wiosny. Widać, że córeczce bardzo odpowiada przebywanie na świeżym powietrzu, a to co wyrasta z ziemi nie uchodzi jej uwadze.


2 kwietnia 2010

Po co monitoring

Niemiła historia zdarzyła mi się wczoraj w sklepie znanej sieci handlowej. Kupowałem kilka soków za łączną kwotę 11,96zł. Podałem banknot 50zł. i chcąc być miły aby było łatwiej wydać resztę, dałem jeszcze 2zł. Po czym kasjerka oddaje mi 4 gr. reszty i zaczyna kasować następnego klienta. A gdzie moje 40zł.?
Oczywiście pani wielce zdziwiona, że ja dawałem 50zł. a nie 10zł. Pyta się kolejnego klienta czy widział że to było 50zł. Oczywiście wszyscy milczą, ale też się nie dziwię bo i ja nikomu nie patrzę na ręce ile kto płaci. Więc sugeruję aby zerknąć w monitoring, przecież kamery wyraźnie są skierowane na kasy. Usłyszałem, że na kamerze nic nie będzie widać. No to moje zdziwienie, po co są te kamery, tylko straszak na niezorientowanych klientów? Tym faktem oburzyłem się, tym bardziej, że wciąż stałem przy kasie czekając na swoją resztę.

Historia miała taki finał, że kasa została zamknięta co się spotkało z niezadowoleniem klientów którzy stali w kolejce i musieli na nowo pakować towar z taśmy do koszyków. W przedświątecznej gorączce zakupowej pewnie spotęgowało to ich złość. A ja z niesforną i roztrzepaną kasjerką (od samego początku taka była) musiałem iść na zaplecze, gdzie w obecności kierownika zmiany trzeba było przeliczyć utarg. Na szczęście to było tylko około 2500zł. Przeprosiny były, owszem, ale sprawa kamer i tego co w nich widać nadal nie została rozwiązana.

29 marca 2010

Polakowi nie dogodzisz

Wiosna idzie, pogoda jeszcze nieco zmienna. Siedząc na fotelu u fryzjera podsłyszałem rozmowę dwóch kobiet czekających na swoją kolej:
- Ale dziś pogoda! Zimno się zrobiło jak nie wiem.
- Ten wiatr taki mroźny- dodaje druga.
- A wczoraj to taka gorączka.
- Zdecydowanie za duszno było.

I jak tutaj dogodzić z pogodą? Jeszcze niedawno na dworze temperatura trzymała średno -5 stopni w dzień i każdy tęsknił aby cieplej się zrobiło. Teraz jest +5 i wiatr zdaje się mroźny a dzień wcześniej +21 to za duszno. Pamiętam podczas wycieczki do Londynu codziennie rano w kampusie gdzie miałem noclegi spotykałem Gordona- rodowitego Londyńczyka. Na wieści o pogodzie zawsze odpowiadał pozytywnie. Nie ważne czy od rana słońce świeciło, padał deszcz czy zalegała mgła. Zawsze na pytanie jak leci odpowiadał: No bad. Good weather!

23 marca 2010

(Nie)opanowany chaos

Kilka tygodni temu moje biurko w pracy lśniło jako przykładny porządek w biurze. Dziś nie widzę wolnego skrawka blatu. Dokumenty niekiedy napływają w gigantycznym tempie i nie zawsze jest czas aby je wziąć pod tzw. "bieżący przerób". Niekiedy to tylko dokumenty informacyjne więc leżą na biurku na tzw. wszelki wypadek. Leżą, leżą, przychodzą następne, inne miejsca ustąpią ale w ich miejsce pojawiają się nowe w jeszcze większej ilości. I więcej, więcej, coraz więcej. Ale odnajduję się. Wiem, że proformy leżą w prawej części biurka, na przeciwko raporty do wpięcia, po lewej kładę wszelką korespondencję zewnętrzną, faktury do przerobu są mniej więcej pomiędzy proformami a raportami, umowy plątają się też mniej więcej w tym rejonie biurka. Ewidencje raczej są na stosie po lewej, wydruki rozrachunków mam pod lewym łokciem. Hmmm.... sam sobie się dziwię że się we wszystkim odnajduję. Czasem to trwa zanim coś znajdę, ale znajdę.

Dziś jednak zapaliła się czerwona lampka ostrzegawcza, bowiem zaczyna mnie wszystko zasypywać i moja organizacja pracy lada moment może się załamać. Najgorsze są karteczki zapisywane w pośpiechu między jednym a drugim telefonem. Często zapisuję sobie coś, co za 2-3 dni może okazać się nie do odszyfrowania. O nie! Coś trzeba z tym zrobić. Uprzątnięcie dokumentów i zrobienie porządku problemem nie jest. Zajmie to może kilka godzin, będzie pięknie, ale po kilku dniach ponownie zaczyna się chaos na moim biurku. Nie pozostaje mi nic innego jak wypracować sobie jakiś system segregacji dokumentacji i zapisywania tego co mam do zrobienia. Kalendarz mam, owszem. Ale nie zapisuję w nim, bo obawiam się że przy takiej ilości informacji może stać się zgubny dla mnie i nie odnajdę się w nim. A może jednak spróbować? To jednak tylko informacje słowne, póki co jeszcze muszę coś z tymi papierami zrobić bo naprawdę kiedyś się nie odkopię z tego chaosu.

19 marca 2010

Państwa trzeciego świata

Niedawno kupowałem borówki w sklepie znanej i cenionej sieci handlowej. Nic w tym dziwnego, o tej porze w takim sklepie można dostać tak wyszukane owoce. Naprawdę musiały być wyszukane, bo przyznam się, że pomimo iż z geografii najgorszy nie jestem, to kraj z którego zostały importowane musi pochodzi z bardzo daleka!

17 marca 2010

Zielone święto

Kiedyś na ten dzień czekałem z utęsknieniem. Już na kilka tygodni wcześniej planowałem sobie rozkład nawet całego tygodnia, aby wynieść jak najwięcej i spełnić się kulturalnie w tym co mnie fascynowało. Dziś przypomniałem sobie o tym przy okazji mojego małego święta. Mimo wszystko zerknąłem do  Towarzystwa Polsko-Irlandzkiego co też w tym roku zaplanowano. Jak zwykle warsztaty taneczne które kiedyś uświadomiły mnie że do irlandzkich podrygów mam dwie lewe nogi, pokazy filmów z których do dziś jeszcze nie zdążyłem obejrzeć wytęsknionej "Krwawej Niedzieli", prezentacje literatury no i oczywiście to co kochałem najbardziej: irlandzka muzyka.

Teraz widzę muzyka irlandzka na żywo przeniosła się do nowego pubu. A z okazji tegorocznych Dni Św. Patryka w Poznaniu wystąpili lub wystąpią m.in. "Duan",  „Crooked Road”, "Beltaine", "Shannon". Te dwie ostatnie kapele są szczególnie bliskie moim upodobaniom. Kurcze, aż mi się teraz nieco zatęskniło za tymi rytmami. Na koncercie Shannona miałem kiedyś okazję być, jednak Beltaine nigdy na żywo nie widziałem. No cóż, może kiedyś jeszcze będzie okazja.

12 marca 2010

Perfumy

Wracam z pracy. Chodnikiem obok mnie idzie mężczyzna w moim wieku, a na przeciwko jemu wychodzi dziewczyna. Spotykają się, buzi, buzi po czym ona pyta:
- I jak?
- Co jak?
- Ładny zapach perfum?
- A to perfumy są?
- A niby co?
- Myślałem że pachniesz miksturami ze swojego laboratorium.

Mina dziewczyny była jednoznaczna. To się facet wkopał. Nie ma to jak być szczerym- aż do bólu.

  © Blogger template 'Isolation' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP