24 września 2010
Moim zdaniem jest to najlepszy film promocyjny jaki powstał ostatnimi czasy w Poznaniu. Krótko, z pomysłem, na temat i ze świetną realizacją dźwiękową!
23 września 2010
Z bronią w ręku
Byłem świadkiem dziwnej sytuacji. Jestem w sklepie spożywczym na moim osiedlu. Ekspedientka z jakąś kobietą stoją przy oknie i wyglądają na ulicę. W końcu kobieta wychodzi ze sklepu a sprzedawczyni wraca do kasy aby mnie obsłużyć. Po czym ta która wyszła ze sklepu wpada ponownie i mówi:
- Chyba wraca w tę stronę. Ja się chowam. Niebezpiecznie tutaj u was w Poznaniu.
Nie wiem o co jej chodziło, więc biorę skasowany towar i wychodzę. Po czym patrzę a tam chodnikiem idzie mężczyzna rozebrany od pasa w górę. W ręku natomiast trzyma broń. Kurcze, to autentycznie wyglądało na pistolet. Szedł nie zważając na nic w stronę przystanku autobusowego, pistolet miał wzdłuż ciała, skierowany w dół. Zwątpiłem. Pierwszy odruch to chwyciłem za telefon komórkowy aby zadzwonić na policję, bo to wiadomo co to za wariat? Facet jednak przeszedł szybkim krokiem, skręcił za blok w zarośla. Zrezygnowałem z dzwonienia, bowiem znając opieszałość naszej policji to zanim bym się dodzwonił człowiek już będzie kilka przecznic dalej. O nie, a na pewno nie będę szedł za kimś to publicznie chodzi po ulicach z bronią w ręku.
Wszystko trwało kilkanaście sekund. Kilka osób właśnie schowało się w sklepach lub na moment zawahali się idąc chodnikiem. Większość jednak patrzyła na Niego dziwnym wzrokiem, przechodzili wręcz obok. Żadnych nerwowych ruchów, nikt nie reagował, nikt nie wpadał w panikę. Może to już niedługo będzie zwyczajny obrazek dnia powszedniego? Kim był facet i czy faktycznie miał w ręku pistolet- nie wiem. Dziś w lokalnych wiadomościach nic nie było na ten temat. Więc pewnie nic wielkiego się nie wydarzyło.
Autor: Petitek79 o 08:31 0 komentarze
Etykiety: Samo życie
20 września 2010
Dziś otwarcie
Dziś szumne otwarcie stadionu w Poznaniu- pierwszej "gotowej" w Polsce areny na spotkania Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 roku. Na modernizację Stadionu Miejskiego Poznań zainwestował ponad 713 mln zł. Jest to dziś największy obiekt ligowy w Polsce, który pomieści ponad 43 tysiące widzów. Mimo to, podczas Euro 2012 odbędą się na nim, tylko trzy spotkania fazy grupowej.
Dziś otwarcie, ale tak naprawdę sam stadion to nie wszystko. Mam mieszane uczucia co do samego otwarcia. Brakuje zaplecza, brakuje zagospodarowania wokół stadionu. Drogi dojazdowe nie są gotowe, parkingi nadal nie są w użyciu. Tutaj jeszcze potrzeba wielomiesięcznej wytężonej pracy aby wszystko zrobić perfekcyjnie. Doczytuję że to co szpeci i nieładne to owinięto czarną folią lub schowano za płotami. Może warto by było poczekać do wiosny aby pokazać obiekt w piękniejszej krasie. Bo to jednak nadal wygląda jak wielki plac budowy.
Ja natomiast cieszę się, że miejscowe kluby (Lech i Warta) będą miały gdzie rozgrywać swoje mecze, pojemność stadionowa się zwiększy i nie będzie już limitowania biletów np. na mecze z Legią czy Wisłą. Poza tym liczę jeszcze na te drogi wokół stadionu. Już widać znaczną poprawę a wiem że będzie jeszcze lepiej. W końcu to też dotyczy pośrednio mnie, bo przy stadionie mieszkam.
Źródło zdjęcia: http://epoznan.pl
Autor: Petitek79 o 10:33 2 komentarze
Etykiety: Moje miasto, Na sportowo
16 września 2010
Rozpoczyna się prawdziwa gra
Dziś cała firma żyje tylko jednym wydarzeniem. No może nie cała firma, ale przynajmniej jej męska część, chociaż nie tylko. Pierwszy mecz Lecha Poznań w zasadniczej fazie rozgrywek Ligi Europejskiej. I to mecz z nie byle kim bo z wielkim Juventusem Turyn. Nadzieje ogromne, chociaż tak patrząc realnie na historię, zasługi i zdobycze obu klubów, to przepaść ogromna. To właściwie jak walka Davida z Goliatem. Tak ze statystyk, Juventus to:
- 27 razy mistrzostwo Włoch (najwięcej ze wszystkich klubów)
- 9 razy puchar Włoch
oraz na arenie międzynarodowej:
- 7 razy w finale i 2 razy zwycięzca Ligi Mistrzów
- 3 razy zwycięzca Pucharu UEFA oraz 1 raz Puchar Zdobywców Pucharów
Więc czym się tutaj tak emocjonować skoro fakty mówią za siebie? A no to zawsze ta wiara w cud, to ten dreszczyk emocji, adrenalina i nadzieja na niespodziankę, bo a nuż się uda...
Może to śmiesznie zabrzmi, ale kilka nocy wcześniej śnił mi się ten mecz. Śniło mi się, że Lech zremisował z Juventusem 1:1, a w pomeczowych dyskusjach było to odebrane jako porażka Lecha, bowiem mecz był pod dyktando Poznaniaków i mogli wygrać z wielkim Juve. No cóż, w snach wszystko jest możliwe- dziś stawiając taki wynik zarobiłbym fortunę. Na szczęście hazardzistą nie jestem a postawiłem jak zwykle dla zabawy zupełnie inne spotkania:
Autor: Petitek79 o 14:11 1 komentarze
Etykiety: Na sportowo
15 września 2010
Jesień jest piękna
Nadeszła do nas prawdziwa jesień. Wahania temperatur, zmienność pogody, szybciej robi się ciemno. Chłodzące napoje ustępują miejsca ciepłej herbatce czy gorącej czekoladzie. Za oknem mniej słońca, szaruga, słychać dudnienie deszczu o parapet. Ale moja żona uwielbia właśnie tę porę roku. Jesień to jej ukochany okres, z którym wiąże się także wiele życiowych wydarzeń. Jednym z nich jest dokładnie to sprzed trzech lat który był dla nas dniem wyjątkowym. Pogoda wówczas również nie rozpieszczała, ale mimo wszystko... ach cóż to był za dzień...
Życzę nam obojgu abyśmy w zdrowiu, szczęściu i wzajemnej miłości dotrwali razem do jesieni naszego życia. I aby co roku ta pora roku była dla nas zawsze wspomnieniem tego co najpiękniejsze.
Kiedyś, kiedyś trudno było mi w to uwierzyć, ale teraz i dla mnie jesień stała się wyjątkową porą roku.
Autor: Petitek79 o 08:24 2 komentarze
Etykiety: Samo życie
13 września 2010
Dzik jest dziki, dzik jest zły...
To pierwsze słowa które nasunęły mi się na myśl w sobotę wczesnym rankiem. Oczywiście sezon grzybowy w pełni, z rodzinką wybraliśmy się więc do lasu po kolejne leśne przysmaki. Nie spodziewałem się jednak pewnego spotkania. Wchodząc w zagajnik usłyszałem szelest. Pierwsza myśl- to że pewnie ktoś już mnie wyprzedził w tym miejscu i właśnie zgarnia wszystkie borowiki. Odważnie idę do przodu i wtem... staję jak wryty na baczność. Szedłem bowiem wprost na całą watahę dzików! Niestety nasze drogi miały się skrzyżować. Ja stanąłem, one stanęły. Odległość? Wystarczająca aby wzajemnie wbijać w siebie wzrok. Z tą różnicą, że dzików było kilkanaście a ja sam jeden. Serce mi stanęło, potem zaczęło dudnić ze strachu. Na przedzie locha potężnych rozmiarów, za nią kilkanaście dzików które już nie były takie małe i słodkie jak na filmie przyrodniczym, a na końcu kolejny dorosły ogromny osobnik. Wszystkie bestie wpatrzone we mnie i gotowe sam nie wiem do czego!
Chwila w której wpatrywaliśmy się w siebie trwała wieczność. I co ja u licha mam zrobić? Rzucać koszyk i w nogi, ładować się na pierwsze lepsze drzewo czy szukać jakiegoś kija i bronić się przed atakiem? Wiem że jak dorosłe osobniki są z młodymi to są zdolne do wszystkiego w obronie potomstwa. Nie powiem ale strach mnie obleciał. Chciałem krzyknąć do pozostałych grzybiarzy aby oni chociaż wiali stąd, ja i tak już jestem stracony. Ale chyba zachowałem zimną krew bo bez gwałtownych ruchów zacząłem się cofać, cały czas śledzony wzrokiem przez bestie. Powoli, powoli do tyłu, serce dawno mi tak nie waliło. Później lekko się obróciłem i szedłem w bok tak aby nie wchodzić w drogę dzikom. One cały czas stały jak wbite i patrzyły na mnie co zamierzam zrobić. W końcu ruszyły... na szczęście przed siebie, nie za mną. Ale ja i tak wówczas przyspieszyłem kroku bo kto wie co w tych świńskich łbach siedzi.
O rany co za spotkanie! Nigdy w życiu coś takiego wcześniej mi się nie przytrafiłoChwila w której wpatrywaliśmy się w siebie trwała wieczność. I co ja u licha mam zrobić? Rzucać koszyk i w nogi, ładować się na pierwsze lepsze drzewo czy szukać jakiegoś kija i bronić się przed atakiem? Wiem że jak dorosłe osobniki są z młodymi to są zdolne do wszystkiego w obronie potomstwa. Nie powiem ale strach mnie obleciał. Chciałem krzyknąć do pozostałych grzybiarzy aby oni chociaż wiali stąd, ja i tak już jestem stracony. Ale chyba zachowałem zimną krew bo bez gwałtownych ruchów zacząłem się cofać, cały czas śledzony wzrokiem przez bestie. Powoli, powoli do tyłu, serce dawno mi tak nie waliło. Później lekko się obróciłem i szedłem w bok tak aby nie wchodzić w drogę dzikom. One cały czas stały jak wbite i patrzyły na mnie co zamierzam zrobić. W końcu ruszyły... na szczęście przed siebie, nie za mną. Ale ja i tak wówczas przyspieszyłem kroku bo kto wie co w tych świńskich łbach siedzi.
Źródło zdjęcia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzik
Autor: Petitek79 o 10:49 0 komentarze
Etykiety: Samo życie
6 września 2010
Grzybobranie
Ale za mną chodził wypad do lasu. Jejku jak już dawno na grzybach nie byłem. Nie potrafię zliczyć ile lat. A w tym roku jakoś pragnienie tak się nasiliło, że trzeba było w końcu zorganizować grzybobranie. Nawet moja żona dała się skusić. Właściwie to ona podjęła decyzję aby jechać- chyba miała dosyć mojego marudzenia. Ale normalnie jej debiut w zbieraniu grzybów zakończył się całkiem pokaźnym wynikiem i mocnym akcentem na zakończenie- ostatniego grzyba jakiego znalazła wychodząc z lasu to prawie kilogramowy prawdziwek. Jak na pierwszy raz jestem pełen podziwu dla Niej. W każdym razie trafiliśmy chyba idealnie w wysyp. Ludzi w lesie bardzo dużo, ale na szczęście grzybów jeszcze więcej. W 3 osoby w 3,5 godziny zebraliśmy około 20kg. Wynik uznaję za całkiem pokaźny. W każdym razie tyle tego było, że... normalnie jeszcze raz bym się przejechał. Niestety z Poznania do "prawdziwego" lasu to ponad 60km w jedną stronę, ale czyż nie warto? Dla takich zbirów?
Autor: Petitek79 o 08:19 3 komentarze
Etykiety: Samo życie
30 sierpnia 2010
Lourdes
Lourdes to miasto we Francji u podnóża Pirenejów. Jest jednym z największych na świecie ośrodków kultu maryjnego i celem pielgrzymek, odwiedzanym rocznie przez 6 mln osób. Według nauki Kościoła rzymskokatolickiego 11 lutego 1858 r. przy jaskini Massabielle 14-letniej Bernadecie Soubirous objawiła się Matka Boża. Zapoczątkowało to serię cudów.
"Lourdes" to także film który miałem okazję ostatnio obejrzeć. Film z gatunku jakiego nie umiem określić. Bo ani to obyczajowy, ani religijny, ani też dramat, po prostu opowiadający o świętym miejscu, gdzie wpleciona zostaje historia pewnej pielgrzymki. Niby nic szczególnego w takim filmie, a mimo wszystko zainteresował mnie. Dlaczego?
Po pierwsze ze względu na miejsce, które ciekawi mnie ze względu na swoją otoczkę jaka została stworzona wokół Lourdes. Po drugie film świetnie pokazuje problemy dzisiejszego kościoła. W jaki sposób podchodzi on do tzw. cudownych uzdrowień i jakie reakcje wywołują one wśród wiernych. Film ukazuje doskonale fakt zawiści ludzkiej i problemu pretensjonalności do świata, Boga i kościoła o to, że nie ma w nim równości i sprawiedliwości. Bo dlaczego Bóg uzdrawia kobietę której religijność jest tylko pozorna, a nie wysłuchuje próśb i gorliwych modlitw zagorzałych chrześcijan. To niemożliwe aby ją uzdrowił przecież inni potrzebują tego bardziej, oni się modlą, przyjeżdżają do Lourdes co roku- im się więcej należy.
Film porusza jeszcze jeden moim zdaniem ważny problem. Czy aby uzdrowiona kobieta potrafi docenić łaskę jaką otrzymała i będzie potrafiła dać świadectwo wiary; czy sama zmieni swój stosunek do wszystkiego, czy nauczy się pokory wobec samej siebie i tego co się stało. Według mojej oceny obdarowana poczuje, że z życia należy się jej jeszcze więcej. I to tutaj! Teraz! Natychmiast! Czy wobec takiej postawy Bóg ją karze? Czy choroba wraca? A może cudu nie było? Może ludzka zawiść sprowadza dziewczynę do punktu wyjścia? Zawiodła wiara w siebie, w pokonanie choroby, czy może za mało wiary w Boga?
Świetny film dający wiele przemyśleń. Pełen symboliki, w wielu kwestiach sceny niedopowiedziane dające możliwość własnej interpretacji. No i akcja osadzona w tak majestatycznym miejscu jakim jest Lourdes. Polecam!
Autor: Petitek79 o 14:31 2 komentarze
Etykiety: Kultura
27 sierpnia 2010
Sportowe emocje
Wczoraj miałem okazję być na meczu piłki nożnej Lech Poznań- Dnipro Dniepropietrowsk. Sam mecz o dość wysoką stawkę nie rozpieszczał jako widowisko sportowe. Ogólnie mówiąc kopanina. Dla mnie jednak w tym momencie przeżycia były jeszcze dodatkowe, bowiem miałem okazję obejrzeć stadion "od środka". Czyli nie jak dotąd z okna samochodu przejeżdżając ulicą obok, ale jako kibic na arenie na której zostaną rozegrane Mistrzostwa Europy w 2012 roku.
Ostatni raz na "starym" stadionie byłem jakieś 3 lata temu na jednej z ligowych potyczek. Teraz muszę przyznać że to miejsce zostało przerobione nie do poznania. Przede wszystkim ogromne wrażenie zrobiło na mnie zadaszenie. Idąc na mecz padał deszcz, siedząc na trybunach w ogólnie nie myślałem jaka jest pogoda. Pojemność 46tys. robi wrażenie, aczkolwiek miałem okazję kiedyś być na stadionie o pojemności 80tys.Tutaj jednak tak swojsko, bowiem rodzimy klub. Różnica z poprzednią niecką stadionową jest ogromna. Poza tym dziwnie oglądało się spotkanie nie będąc ograniczonym płotami, drutami czy rowami. Zupełnie inna mentalność- kiedyś nie do pomyślenia. No i ta atmosfera. Może do Hiszpanii czy Anglii jeszcze daleko, ale jak się zapełni stadion po brzegi, to kto wie? W każdym razie stadion na miarę europejskich potrzeb, w moich oczach wypadł pozytywnie, chociaż jeszcze nie jest dokończony.
Dla formalności: Lech co prawda zremisował, ale ten wynik premiował poznański klub awansem. Dziś kolejne emocje związane z losowaniem zasadniczej fazy Ligi Europejskiej. Do Poznania przyjadą nie byle jakie firmy, bo Juventus Turyn, Manchester City oraz Salzburg. No cóż. Europa z każdej strony i to z najwyższej półki zawitała na Bułgarską. Oby tylko jeszcze gra Lechitów była nieco lepsza.
Autor: Petitek79 o 14:29 2 komentarze
Etykiety: Moje miasto, Na sportowo
17 sierpnia 2010
Płyn życia
Wróciłem z wakacji. Cało i zdrowo. Niestety jednak wielu podróżnym może się zdarzyć, że swoje wakacje przedłużą o niechcianą chorobę w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Ja tego na szczęście tego nie doświadczyłem. Więc postanowiłem pomóc tym, dla których los nie był tak łaskawy. Nie ważne komu zostanie przypisana, wiem że na pewno będzie potrzebna. A mam na myśli krew. W wakacje szczególnie potrzeba, zawsze jej mało, zawsze drogocenna, ratująca życie, dająca nadzieję. Płyn, bez którego zamierają wszelkie funkcje życiowe.
Czasami zdarza się właśnie że zawitam do punktu krwiodawstwa. Nie robię tego regularnie, ale przynajmniej na jakiś czas oddam cząstkę siebie. Więc miejsce i cała procedura są mi znane. Jednak za każdym razem kiedy przekraczam próg krwiodawstwa obiega mnie jakiś dziwny strach. Nie boję się widoku krwi, nie przeraża mnie jej duża ilość, nie straszne mi są wielkie igły, bolesne ukłucie czy może jakieś omdlenia. A mimo wszystko boję się. Czego? Własnych wyników pobranej próbki przed badaniem lekarskim. Boję się, że kiedyś usłyszę- nie możemy od Pana wziąć krwi, bowiem wyniki badań są złe. Za dużo się słyszy że młodzi ludzie (na progu trzydziestki takim się jeszcze czuję) nagle mają w sobie choroby o których nawet się nie śniło. Przypadkowe dolegliwości i rutynowe badanie krwi wykazuje śmiertelne i nieuleczalne choroby które biorą się u człowieka znikąd. Czyta się, że zmarł na raka, wykryto białaczkę, coś przestaje prawidłowo pracować, w młodym organiźmie pojawia się stan zapalny itd. To jest niekiedy jak wyrok.
To właśnie powoduje u mnie jakiś dziwny paniczny strach. Ale z drugiej strony oddając honorowo krew to także szansa na to, że w przypadku czegoś złego szybko można zapobiec jeszcze gorszym rzeczom. Czyli nie dość, że ratuję kogoś, przez przypadek mogę także uratować siebie. Bo kto z nas robi regularnie kompleksowe badanie krwi? A tutaj jest taka okazja. Tym razem wszystko OK. Wyniki mam znakomite. I oby tak dalej. Bo jak to się mówi, "Wszystko ważne, lecz zdrowie najważniejsze".
Autor: Petitek79 o 13:49 1 komentarze
Etykiety: Rozmyślania, Samo życie, Zdrowie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archiwum
- grudnia 2012 (2)
- września 2012 (2)
- sierpnia 2012 (3)
- lipca 2012 (5)
- czerwca 2012 (5)
- maja 2012 (3)
- kwietnia 2012 (4)
- marca 2012 (1)
- lutego 2012 (4)
- stycznia 2012 (1)
- października 2011 (5)
- września 2011 (3)
- sierpnia 2011 (6)
- lipca 2011 (7)
- czerwca 2011 (5)
- maja 2011 (4)
- kwietnia 2011 (5)
- marca 2011 (5)
- lutego 2011 (4)
- stycznia 2011 (7)
- grudnia 2010 (10)
- listopada 2010 (7)
- października 2010 (7)
- września 2010 (8)
- sierpnia 2010 (5)
- lipca 2010 (6)
- czerwca 2010 (6)
- maja 2010 (6)
- kwietnia 2010 (9)
- marca 2010 (7)
- lutego 2010 (8)
- stycznia 2010 (10)
- grudnia 2009 (15)
- listopada 2009 (10)
Kategorie
- Komunikacja miejska (15)
- Kultura (17)
- Moje miasto (26)
- Na sportowo (14)
- Oszczędności (3)
- Rataje (2)
- Rozmowy kontrolowane (14)
- Rozmyślania (43)
- Samo życie (77)
- Zdrowie (20)
Czytam innych
-
-
Wszystko, co przemija, jest tylko symbolem10 miesięcy temu
-
-
-
-
Do zobaczenia na wordpress.com7 lat temu
-
koniec blogowania tu i nowy adres7 lat temu
-
-
-
Malarstwo ścienne...10 lat temu
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-






