28 lipca 2011
Jestem nieco sfrustrowany obecną sytuacją. Niestety bowiem od początku tego roku ciągną się za nami choróbska, przeziębienia, różne dolegliwości. Ponownie nasza córeczka złapała jakiegoś wirusa. I tak naprawdę trudno powiedzieć co to. Niby katar jest, ale w nosie pusto, gorączka co prawda nie występuje, ale za to męczy ją kaszel. Ale skąd? No i widać takie ogólne osłabienie. A dopiero co minęło jedno przeziębienie. W ten weekend mieliśmy zaplanowany wyjazd oraz wizytę na weselu. Ogromny znak zapytania czy jechać. Bezsilnie człowiek rozkłada ręce. Nawet intuicja już nie chce pomóc.
Poza tym jestem zmęczony swoim kręgosłupem. Jak leki biorę to znaku nie ma że coś boli. Jak przestanę to od razu wszystko sztywnieje. Lekarz zapisał kolejny miesiąc rehabilitacji. Już w nią nie wierzę. Ale na samej farmakologii też nie mogę się opierać, bo zaraz zacznę się leczyć na coś innego, bo przecież każde leki mają skutki uboczne.
Przez te rzeczy chodzę ostatnio przytępiony i zamyślony. Trudno mi się skupić, czuję się zmęczony tymi sytuacjami. Do tego jeszcze dochodzi irytacja pogodą. Normalnie nie pamiętam takiego lata. I całe szczęście, że żonka jakoś się trzyma, że chociaż ją choróbsko nic nie dopada. Nic tylko przeczekać całą sytuację. Ale jak długo?
22 lipca 2011
Cudzoziemiec?
Podczas zwiedzania Kazimierza (żydowska dzielnica w Krakowie), zostałem pomylony z cudzoziemcem, a właściwie zostałem wzięty za turystę z zagranicy. Po wyjściu z Synagogi doszedłem do małego kramu z pamiątkami. Mocno przebierałem w magnesach na lodówkę, aby znaleźć stosowny do miejsca i charakteru dzielnicy żydowskiej. W końcu udało mi się wybrać, podchodzę do pani obsługującej stoisko i podaję wybrany magnesik mówiąc:
- Ten.
- No ten. It's nine zloty.- odpowiada sprzedawczyni
- A czy ma pani wydać ze stówy?- rzucam ripostę z uśmiechem
W tym momencie dziewczyna normalnie sama z siebie zaczęła się śmiać. No cóż, język polski i angielski podobne nie są, ale fonetycznie "ten" można było dwojako odczytać. Tylko zastanawia mnie za jakiej narodowości zagraniczniaka zostałem wzięty.
Autor: Petitek79 o 09:10 0 komentarze
Etykiety: Rozmowy kontrolowane
20 lipca 2011
Zlot postcrosserów- Kraków 2011
Właśnie wróciliśmy z przedłużonego weekendu. Udało nam się jechać z żoną w miejsce, które od jakiegoś czasu przewijało się w planach wycieczkowych, ale ze względu na odległość od Poznania, nie udawało się zrealizować. Tym razem powiodło się i zaliczyliśmy Małopolskę.
Od zawsze byłem ciekawy co jest w tym Krakowie, co tak ludzie chwalą, czym się zachwycają. Podejrzewam, że udało się nam liznąć zaledwie namiastkę krakowskiej atmosfery. Cieszę się także, że w drodze do Krakowa zahaczyliśmy o Oświęcim. Nigdy wcześniej tam nie byłem, nie wiedziałem czego się spodziewać. Troszkę obawa, troszkę ciekawość. Na pewno miejsce które powinien odwiedzić każdy kto czuje, że chce. Nam się udało. W drodze powrotnej z kolei Wieliczka oraz Wadowice. Wieliczka mnie interesowała jako takie porównanie z nieodległą od niej kopalnią soli w Bochni. No i jest kolejny obiekt UNESCO. Nie bez przyczyny. W Wadowicach kiedyś byłem, ale w to miejsce warto wracać. Ma swoją magię. Obszerniejsze relacje wraz ze zdjęciami już wkrótce zamieszczę na moim drugim blogu Szlakiem Petitka.
A wszystko to zobaczyliśmy tylko dlatego, że znalazł się pretekst wyjazdu do Krakowa, mianowicie Zlot postcrosserów. Co to postcrossing? Jest to portal społecznościowy, który umożliwia jego zarejestrowanym członkom wysyłać i dostawać pocztówki z całego świata. Członkowie tej zabawy co jakiś czas mają okazję się spotkać, wymienić doświadczeniami, pocztówkami a przede wszystkim wspólnie wypisywać kartki i wysyłać je na cały świat.
Osobiście uczestniczę w tym już ponad 2 lata (dziś mija dokładnie 749 dni). Przez ten czas otrzymałem już około 650 pocztówek z całego świata z czego około 200 to krajowe. W swoich zbiorach mam kartki z takich egzotycznych krajów jak Hong Kong, Malezja, Irak, Iran, Singapur, Kambodża, Pakistan, Makao czy też Guernsey, Namibia, Portoryko. Ale o dziwo jeszcze nie udało mi się zdobyć z europejskich miejsc: Watykan, Rumunia, Bułgaria czy też zaledwie jedna kartka z Norwegii.
Zabawa całkiem przyjemna, bowiem człowiek dowiaduje się naprawdę ciekawych rzeczy, poznaje osoby z różnych krajów, z którymi niekiedy można nawiązać bliższy kontakt. Postcrossing uczy, bawi, wciąga oraz ujawnia nowe pasje, niekiedy nawet przygody.
Autor: Petitek79 o 15:04 1 komentarze
Etykiety: Samo życie
12 lipca 2011
Gadżeciarstwo
Ostatnio w naszym domu pojawiła się skrzynka na listy. Nie dość, że przychodzą do mnie pocztówki z całego świata, bo takie zbieram, to jeszcze jakby było mało jest i skrzynka pocztowa. I to nie byle jaka, bo angielski wzór. I nawet ma nieco inną funkcję niż te tradycyjne- jest to skarbonka.
Skarbonkę i tak mieliśmy kupić naszej córeczce. A że ostatnio wyraża zainteresowanie pocztą (po tacie), taki gadżet ucieszył nas oboje. A wszystko za prawą sklepu "Flo". W Poznaniu są aż dwa punkty (Stary Browar i CH Plaza) gdzie można kupić tego typu pamiątki. To sklep, który jest wypełniony wszelkiego rodzaju gadżetami z dużych metropolii jak Londyn, Paryż, Rzym, Nowy Jork czy Tokio. A znajduje się w nim głównie to co można kupić w sklepikach pamiątkarskich wspomnianych miast. Są kubki, długopisy, magnesy, skarbonki, zegary, ozdoby wiszące, choinkowe, przybory kuchenne i mnóstwo innych mniej lub bardziej przydatnych rzeczy. Uwielbiam tego typu przedmioty zwłaszcza z miejsc w których byłem i które w jakiś sposób łączą się z moimi zainteresowaniami.
Autor: Petitek79 o 10:52 2 komentarze
Etykiety: Samo życie
8 lipca 2011
Małe rzeczy
W ostatnim czasie bardzo podoba mi się nowa piosenka Sylwii Grzeszczak. Moim zdaniem pretendent do polskiego hitu 2011. Mało która polska piosenka ostatnio wpada mi tak w ucho jak "Małe rzeczy". A poza tym strasznie mi się podoba głębszy sens tekstu. Może ktoś powie że banalne, jednak Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest... z powodzeniem może stać się mottem życiowym.
Autor: Petitek79 o 12:00 0 komentarze
Etykiety: Rozmyślania
6 lipca 2011
Tylko ryby nie biorą
Niestety miałem ostatnio okazję być poddany kontroli policyjnej. Zostałem zatrzymany za przekroczenie prędkości. Zdziwił mnie ten fakt, bo o tym, że w tym miejscu pojawia się patrol policji już wiedziałem. Zazwyczaj jeździłem w tym miejscu zbliżoną prędkością co ostatnio i pomimo iż często "tam stali" nigdy mnie nie zatrzymywali. Tym razem wyskoczył pan z lizakiem i za wynik 75/50 chciał mi wlepić 200zł. i 4 punkty karne. O ile punktów się nie boję, bo zbieram je bardzo rzadko, o tyle 200zł. to już było mi żal. Więc poprosiłem o łagodniejszy wymiar kary mając na uwadze zmniejszenie tego mandatu. Nawet zapytałem się czy nie można zmienić kategorii zatrzymania np. o niższe przekroczenie prędkości czy nawet np. o niezapięcie pasów. Ale jak to pan władza powiedział: "A to tak ładnie oszukiwać?"
Prowadziliśmy dalej rozmowę, pogodziłem się z faktem że 200zł. ulotni się i nagle policjant zapytał:
- A jest pan w stanie zapłacić za mandat na miejscu?
- Jeśli to ma zmniejszyć jego wysokość to zapłacę- odpowiedziałem
- No to umówmy się, że niech będzie 50zł. bez mandatu i bez punktów karnych.
No to mi grało. Ale jakie było moje zaskoczenie tym faktem. Bo ani nic nie sugerowałem że mogą zarobić na boku, a tutaj policja sama mi z taką propozycją wyszła. Chyba pierwszy raz w życiu. Ba! Jeszcze miałem całe 100zł. więc uprzejmie mi wydano resztę, dostałem przestrogę gdzie dalej spotkam kolejny patrol i mogłem jechać dalej. A ja myślałem że po niedawnym nagłośnieniu sprawy i nagonce na tego typu działania policjanci są ostrożniejsi. Też sam nie proponowałem bo nie sądziłem że jeszcze tak biorą. Widać tylko ryby nie biorą.
Autor: Petitek79 o 12:55 0 komentarze
Etykiety: Samo życie
21 czerwca 2011
Powrót do normalności
Ostatnie dni są ciężkie. Począwszy od weekendu, kiedy to okazało się, że gorączka z jaką zmaga się córka to były początki zapalenia jamy ustnej. I to na moje dosyć mocnego zapalenia. Co to oznacza? Że dziecko non-stop marudzi, w nocy nie śpi, nie je, nie pije, nie pozwala siebie dotknąć. A co to oznacza dla rodzica? Totalną niemoc, bezradność, frustrację i potężne zmęczenie. Tak więc zawsze oczekiwany weekend był naprawdę próbą wytrzymałościową.
Do tego skończyło się zwolnienie L-4. Wróciłem do pracy a tutaj wszyscy rzucili się na mnie niczym hieny na padlinę. Z każdej strony rozszarpywany z tysiącami pytań, problemów, użalania się. Niestety nic nie poradzę, że nikt mnie godnie nie zastąpił. W każdym razie po godzinie pracy miałem dość. Po 3 godzinach czułem się jakby przeciśnięto mnie przez magiel, a po całym dniu pracy byłem totalnie wyeksploatowany. Do tego napięcie nerwowe i presja jaka została wywołana na mojej osobie przywróciła bóle kręgosłupa i karku. Wieczorem padłem nieświadomy niczego co się wokół dzieje. Pierwszy raz od tygodnia przespałem całą noc!
Dziś powoli wchodzę na swoje normalne tory i w swój zwyczajny tryb. Miejmy nadzieję, że koniec tego tygodnia będzie zdecydowanie lepszy.
Autor: Petitek79 o 12:34 4 komentarze
Etykiety: Samo życie
14 czerwca 2011
Nad morzem
W weekend udało nam się wyskoczyć nad nasze polskie morze. Nie aby ktoś pomyślał, że może nadużywałem swojego L-4. Ale ten wyjazd już był dużo wcześniej zaplanowany. Nasza córeczka była tam z dziadkami i już dużo wcześniej jej obiecaliśmy że przyjedziemy ją odwiedzić. Zawsze powtarzam, że lubię nasz Bałtyk, ale najlepiej poza szczytowym sezonem i nie dłużej jak 3-4 dni. Najważniejsze to aby zaczerpnąć nieco innego powietrza, posiedzieć troszkę w piachu, pospacerować, zaliczyć przysłowiową rybkę i właściwie na tym wystarczy. Nawet udało nam się zaliczyć zachód słońca.
Niestety jednak nie do końca wyjazd był na luzie. Natalka złapała wirusa i właściwie nasz już wspólny pobyt był pod znakiem kataru, gorączki i kaszlu. Poza tym ja się nie najlepiej czułem, bo jednak kręgosłup nie jest w pełni sił. A 4 godziny jazdy samochodem dały taki efekt, że 2 dni zmagałem się z potwornym bólem. Teraz ponownie siebie oszczędzam i bardzo liczę na rehabilitację.
W każym razie ten wyjazd to fajny przerywnik w codzienności. Nie mówię, że od pracy, bo w tej nie byłem już od 10 dni. No i jak zwkle Darłówko miło zaskoczyło- spokój, brak hałaśliwych dyskotek, bez tłumów, spokojne beztrosko biegnące godziny. A to właśnie lubię. No i oczywiście nie mógłbym nie wspomnieć, że w tym roku towarzystwo kobitek dopisało. Wyjątkowo śmiałe w odkrywaniu swoich wdzięków i prezentacji nowych trendów w modzie plażowej 2011.
Autor: Petitek79 o 14:23 2 komentarze
Etykiety: Samo życie
8 czerwca 2011
Galactic Party
Co prawda od weekendu już troszkę minęło, ale warto się pochwalić, że w sobotę miałem okazję uczestniczyć w Spotkaniu Allegro. Jest to oczywiście spotkanie dla chętnych osób, które w jakiś sposób działają na Allegro. Forma spotkania się w realu osób sprzedających, kupujących, jak również okazja aby osobiście spotkać się z pracownikami tego portalu.
Jak zwykle nie zabrakło dobrego jedzenia. Mówię jak zwykle, chociaż było to dopiero moje drugie tego typu spotkanie odkąd gdzieś tam zaistniałem na tej platformie internetowej. W każdym razie jeśli chodzi o jedzenie, różnorodność i wszelkie smaki- nie dało się wszystkiego przejeść.
Tegoroczne spotkanie odbyło sie pod hasłem Galactic Party. Tak więc cały wystrój był w iście kosmicznym stylu. W każdym detalu uczestnik miał wrażenie że przebywa w kosmosie, na statku kosmicznym lub przynajmniej w stacji nie z tego świata.
A całość imprezy uświetniła swoją obecnością również kosmiczna istota jaką jest Agnieszka Chylińska. Był to jej pierwszy koncert po urodzeniu dziecka. Tak więc z lekkimi obawami jak wyjdzie, ale jak zwykle na pełnym luzie dała czadu rozbawiając publikę. Mimo kilkumiesięcznej przerwy estradowej widać, że nadal jest w wielkiej formie.
Co prawda impreza trwała do samego rana. Alkohol lał się strumieniami, cała hala dudniła od muzyki DJ-a, ale nie z żoną nie zabawiliśmy aż tak długo. Przecież jestem na zwolnieniu L-4.
Autor: Petitek79 o 11:47 0 komentarze
Etykiety: Samo życie
5 czerwca 2011
L4
No i jestem na L4. Dziwnie się z tym czuję, bo jakoś nie widzę siebie chorym. Ale celem zwolnienia jest to abym całkowicie odpoczął od pracy, zrelaksował się, zregenerował siły. Zero przemęczania, bez gwałtownych wygibasów. Ba! Nawet ciężkich zakupów nie mogę robić. Do tego rehabilitacja, ćwiczenia i być może od wtorku masaże. A wszystko ma mi przywrócić normalne funkcjonowanie kręgosłupa. A praca siedząca niestety temu nie sprzyja. Zobaczymy jak to będzie z tym byczeniem się przez 2 tygodnie.
Autor: Petitek79 o 06:19 3 komentarze
Etykiety: Zdrowie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archiwum
- grudnia 2012 (2)
- września 2012 (2)
- sierpnia 2012 (3)
- lipca 2012 (5)
- czerwca 2012 (5)
- maja 2012 (3)
- kwietnia 2012 (4)
- marca 2012 (1)
- lutego 2012 (4)
- stycznia 2012 (1)
- października 2011 (5)
- września 2011 (3)
- sierpnia 2011 (6)
- lipca 2011 (7)
- czerwca 2011 (5)
- maja 2011 (4)
- kwietnia 2011 (5)
- marca 2011 (5)
- lutego 2011 (4)
- stycznia 2011 (7)
- grudnia 2010 (10)
- listopada 2010 (7)
- października 2010 (7)
- września 2010 (8)
- sierpnia 2010 (5)
- lipca 2010 (6)
- czerwca 2010 (6)
- maja 2010 (6)
- kwietnia 2010 (9)
- marca 2010 (7)
- lutego 2010 (8)
- stycznia 2010 (10)
- grudnia 2009 (15)
- listopada 2009 (10)
Kategorie
- Komunikacja miejska (15)
- Kultura (17)
- Moje miasto (26)
- Na sportowo (14)
- Oszczędności (3)
- Rataje (2)
- Rozmowy kontrolowane (14)
- Rozmyślania (43)
- Samo życie (77)
- Zdrowie (20)
Czytam innych
-
-
Wszystko, co przemija, jest tylko symbolem10 miesięcy temu
-
-
-
-
Do zobaczenia na wordpress.com7 lat temu
-
koniec blogowania tu i nowy adres7 lat temu
-
-
-
Malarstwo ścienne...10 lat temu
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
