17 grudnia 2010
Przed momentem w pracy emocjonowaliśmy się losowaniem par 1/16 Ligi Europejskiej. Lech wydaje mi się szczęśliwie trafił na portugalski Sporting Braga. Co ciekawe, zapewne oba zespoły są przekonane że mają łatwego rywala. Lech jest obecnym mistrzem kraju, a Braga wicemistrzem, ale zarówno Lech jak i Sporting w tym sezonie spisują się słabo w krajowych ligach, za to są rewelacją w rozgrywkach europejskich. Wśród graczy obu zespołów nie ma gwiazd. To świadczy tylko o tym, że spotkania będą zacięte, wynik praktycznie każdy z możliwych. Oj będzie się działo już w lutym 2011. Może to nie jest zespół tak medialny jak FC Liverpool lub Bayern Leverkusen, ale jak mamy patrzeć pod kątem ewentualnego awansu do kolejnej fazy rozgrywek, losowanie uważam za bardzo szczęśliwe. A na Anglików jeszcze przyjdzie czas, bowiem w przypadku awansu do kolejnej rundy lechici zmierzą się ze zwycięzcą pary Sparta Praga - FC Liverpool.
15 grudnia 2010
Gdzie najtaniej kupisz na święta
Taki właśnie dziś widziałem artykuł na jednym z portali internetowych. Może by mnie to tak nie poruszyło gdyby nie jego fragment, w którym jest napisane że za konkretny koszyk zakupów na święta w najtańszej obecnie sieci handlowej zapłacimy 205,97zł., a w najdroższej aż 393zł. Różnica trzeba przyznać kolosalna jak na pojedyncze zakupy. Zatem nasunęło się pytanie jak to jest z tym oszczędzaniem? Czy faktycznie można aż tak zaoszczędzić na codziennych zakupach jeśli tylko baczniej przyjrzymy się cenom na etykietkach?
Jeśli tak jest, to oszczędności mogą być spore jeśli je przełożymy na okres całego roku. Artykuł może troszkę naciągnięty, może to tylko ukryta reklama pewnych marek, sieci handlowych, ale może faktycznie można poszukać oszczędności w życiu codziennym. Z kolei aby to nie było przejście na mortadelę do wczorajszego chleba z przeceny, a na obiad gulasz z taniej kiełbasy. Jestem po prostu ciekawy czy uda się coś uszczypnąć a jednocześnie aby nie spadł poziom życia. Bo naprawdę przycisnąć pasa wielkim kosztem można, ale czy jest sens rezygnować z kawałka polędwicy na rzecz tańszej wędliny której nie lubimy. Może po prostu poszukać podobnej wędliny u tańszego producenta?
No cóż, chyba pokuszę się o taką analizę własnego koszyka zakupów i wydatków. Czy naprawdę można znaleźć oszczędności ale jednocześnie aby stopa życiowa nie spadła. Czy pewne wydatki można było uniknąć, czy są substytuty które jakością nie odstępują oryginałom. Już dziś z żoną ruszamy na zakupy ponoć do tej najtańszej sieci. Zobaczymy w takim razie. Oszczędności czas zacząć!
Autor: Petitek79 o 14:56 4 komentarze
Etykiety: Oszczędności
12 grudnia 2010
Gospel Joy
W piątek udało nam się wyrwać na koncert Gospel Joy. Koncert o tyle niezwykły, że całość była rejestrowana pod nagranie płyty DVD. Pierwszy raz uczestniczyłem w takim wydarzeniu i muszę przyznać, że dosyć ciekawe doświadczenie. O ile w przypadku wielkiego show gwiazd typu Madonna, Britney Spears czy U2, wszystko jest montowane na żywo i nie ma mowy o powtórkach, podwójnych ujęciach, tak tutaj nagranie miało zupełnie inny charakter. Sam jestem ciekawy jak pewne rzeczy zostaną zmontowane, jak to wszystko wyjdzie na DVD z koncertu.
Mimo specyficznego charakteru i długości nagrania takich koncertów i tak bardzo mi się podobało. Jak zwykle ze sceny Gospel na publiczność przenosiła się żywiołowość występu. A całość uświetniła także obecność gwiazd, którymi byli Mietek Szcześniak, David Stevens oraz producent całego przedsięwzięcia- bardzo energiczny Brian Fentress. Kto nie był, niech żałuje. A namiastka atmosfery takiego koncertu to już na wiosnę na płycie DVD na której może i siebie wypatrzę w tłumie.
No i jeszcze fragment amatorskiego nagrania z udziałem Davida Stevensa.
Autor: Petitek79 o 13:55 1 komentarze
Etykiety: Kultura
10 grudnia 2010
Marzenia
Ostatnio chodzę troszkę przymulony. To wynik ciągłych rozmyślań, analiz, kalkulacji. Wszystko przez to, że z żoną stoimy przed ważną, powiedziałbym jak do tej pory życiową decyzją. A nie jest łatwo takie podejmować. Zbyt pochopny ruch może wiele kosztować a nieprzemyślana decyzja może mieć złe skutki. Tym bardziej, jeśli za decyzją stoją duże pieniądze. Duże to pojęcie względne oczywiście- wszystko zależy od punktu widzenia. Ale jeśli dodam że chodzi o kupno mieszkania to oczywiście zmienia postać rzeczy. Marzy nam się większe mieszkanko. Chociaż to nasze jest przytulne, miłe i pełne ciepła to jednak powoli robi się ciasne.
Niestety za taką decyzją stoi wiele niepewności: czy uda się dobrze kupić, czy uda się obecne dobrze sprzedać, czy to właściwe miejsce aby zamieszkać na dłużej, a co ze zdolnością kredytową, czy zdrowie dopisze aby spłacić kredyt, czy praca będzie, czy to nie za duże obciążenie domowego budżetu itd. Kilka lat temu kupując obecne lokum też były wątpliwości, rzuciliśmy wszystko na jedną kartę i okazało się, że wcale nie było tak strasznie. Teraz obawy również są ale nie wiemy czy jesteśmy gotowi poddać się próbie nerwów i przeciwstawić się przeciwnościom.
Marzenia są po to aby je spełniać. Wierzę że nam się uda. Tylko nie wiem czy to jest jeszcze ten moment. Czy teraz przyszedł czas, czy może jeszcze troszkę poczekać zbierając fundusze. Jednego wieczoru moja żona powiedziała: oddajmy sprawę w ręce losu. Zabrzmiało jak jakaś wyrocznia. Ale może faktycznie tak powinno być? Więc narazie czekamy, zobaczymy co nam ten los zgotuje.
Autor: Petitek79 o 12:37 1 komentarze
Etykiety: Rozmyślania
8 grudnia 2010
Piękno futbolu
To jest coś niesamowitego. Tego się nie zapomina, tym się żyje. Nie często zdarza się aby ktoś tworzył tak piękną historię krajowego futbolu. Wobec braku sukcesów polskiej piłki nożnej takie wydarzenia na długo pozostają w pamięci. Warto je powtarzać, bo niewątpliwie przysporzyły wiele emocji, radości i nadziei.
Autor: Petitek79 o 08:20 1 komentarze
Etykiety: Na sportowo
1 grudnia 2010
Przejechali się... po lodzie
No i przejechali się. Chcieli zarobić, a mogą na tym stracić. Myślę o kibicach Lecha Poznań. Biletów na mecz w sprzedaży otwartej nie było, bo w sprzedaży zamkniętej najwięksi fani zespołu wykupili całą pulę. Wielu z nich kupiło znacznie więcej biletów licząc na zarobek na czarnym rynku. Widząc ceny biletów z drugiej ręki na niedawny mecz z Manchesterem City zwietrzyli szansę na łatwy zarobek przy okazji dzisiejszego meczu z Juventusem.
Tymczasem bilety są masowo wyprzedawane a chętnych na nie może zabraknąć. Jeszcze kilka dni temu ceny wahały się w granicach 400-500zł. za wejściówkę, wczoraj można było dostać już po 230-250zł., a dziś proszą się o sprzedaż po ich nominalnej cenie zakupu czyli za 170zł. Być może aby Ci co mają jeszcze spory zapas biletów aby odzyskać część utopionych pieniędzy będą sprzedawać je jeszcze taniej. Ale nie tylko pseudohandlarze sprzedają wejściówki. Swoich pozbywają się także ludzie o zdrowym rozsądku. Wielu kibiców bowiem przeraża myśl siedzenia na stadionie, kiedy to zapowiadana temperatura ma wynieść -12 stopni, a odczuwalna przy wietrze nawet -20 stopni. No i weź tu siedź, stój czy nawet skacz w takich warunkach przez 90 minut. Na samą myśl zimno się robi.
Mnie co najwyżej może dziś zmrozić chłodzące się już piwko. Bo mecz zamierzam obejrzeć w ciepłym mieszkanku z browarkiem w ręku. Nie straszne mi mrozy na stadionie oraz późnowieczorne powroty do domu. Nie zazdroszczę też chłopakom biegającym po boisku.
- A jak piłkarze Juventusu przygotowują się do meczu z Lechem?
- Aby się zaaklimatyzować spali w lodówkach.
- Aby się zaaklimatyzować spali w lodówkach.
Autor: Petitek79 o 13:23 0 komentarze
Etykiety: Na sportowo
29 listopada 2010
Weekend w potrzasku
Swego czasu czytałem historię opisaną przez francuską gazetę „Le Parisien”. 69-letnia emerytka mieszkała samotnie i pewnego dnia zatrzasnęła się w łazience, w której zepsuł się zamek. Kobieta wołała pomocy i stukała w ściany, lecz sąsiedzi myśleli, że to odgłosy wydawane przy jakimś remoncie albo majsterkowaniu. Po jakimś czasie jeden z sąsiadów jednak wezwał policję, zaniepokojony faktem, że starsza kobieta nie otwiera drzwi do mieszkania. Wyczerpaną i wygłodzoną kobietę uwolnili wezwani na miejsce strażacy. Emerytka przeżyła w zatrzaśniętej łazience trzy tygodnie tylko dzięki temu, że piła wodę z kranu.
Historia wydaje się nieprawdopodobna, tymczasem.... W sobotę byłem w pracy. Na ogół nikogo nie ma w biurach, u nas w sobotę się nie pracuje. Ja miałem trochę zaległości więc postanowiłem nadrobić to w dzień wolny od pracy. No i w tym czasie idę za potrzebą. Wchodząc do toalety nagle słyszę brzdęk. Klamka wypadła od zewnątrz, drzwi zatrzaśnięte no i wyjścia nie ma. Pierwsza myśl- okno, wysokość 2 metry to nie taka tragedia. Ale niestety okno okazało się tylko uchylne. Portier siedzi w swoim pomieszczeniu na zewnątrz budynku więc wołania o pomoc nie usłyszy, a mój telefon komórkowy został na biurku. Szansą było wydobyć klamkę szparą pod drzwiami (teraz zauważyłem jak koślawo drzwi zamontowali), ale niestety upadła za daleko. No i co tu zrobić? Wybić okno? Ale to będą straty. Drzwi wywalić z zawiasów? Mimo ich koślawości to nie będzie takie łatwe tym bardziej że otwierają się do środka. Nie pozostało mi nic innego jak czekać do poniedziałku. Myślę sobie że wodę w kranie mam to przeżyję póki nie przyjdą pierwsi pracownicy w poniedziałek około 7 rano. To raptem około 45 godzin czekania.
Jak mi się udało wyjść? Pół godziny majstrowania przy zamku i ocaliły mnie klucze od domu. Płaski klucz od zamka w domu pozwolił mi siłowo przełożyć zakładkę w zamku. Uff, kamień z serca spadł. Weekend w służbowej toalecie nie brzmi zachęcająco. Następnie była obawa czy klucz którym pół godziny próbowałem wydostać się z ubikacji nie został na tyle zdeformowany aby dostać się później do swojego domu.
Autor: Petitek79 o 14:57 2 komentarze
Etykiety: Samo życie
26 listopada 2010
Ukradzione 5 godzin z życia
No i dziś czytam, że właśnie zmienili trasę jednego autobusu który woził mnie bezpośrednio do pracy. Obecnie jeżdżę i tak samochodem, ale nie jest wykluczone, że za kilka miesięcy wrócę do komunikacji miejskiej. Najpierw linia 63 miała jeździć zmienioną trasą ze względu na korki w związku z remontami. Teraz stwierdzono, że niech już tak na stałe zostanie, bo przecież na zmienionym odcinku można dojechać tramwajem. OK, ale przesiadka jest przesiadką i strata czasu w związku z tym jest bo i trzeba z autobusu do tramwaju dojść przez spore skrzyżowanie ze światłami mało przyjaznymi pieszym i na ten tramwaj jeszcze zaczekać. Jedna głupia zmiana wydłuży mi drogę do pracy o około 6-8 minut. Ktoś powie że banał i mało istotne, ale w miesiącu zabierze mi to 2,5 godziny z czasu pracy i kolejne 2,5 godziny z życia prywatnego. Tylko dlatego, że muszę się przesiąść.
Autor: Petitek79 o 13:43 3 komentarze
Etykiety: Komunikacja miejska, Samo życie
22 listopada 2010
Cmętarz zwieżąt
Jestem dopiero co po przeczytanej książce Stephena King'a "Cmętarz zwieżąt". Przyznaję się, że pierwszy raz chwyciłem za lektury tego autora. Kilka tygodni temu w formie przedbiegów przeczytałem "Rok wilkołaka". Jak dla mnie ta książka to porażka. Rok ma 12 miesięcy, 12 opowiadać o 12 zbrodniach dokonanych przez wilkołaka. Niewiele wspólnego miały, naciągany scenariusz i niestety bardzo przewidywalny koniec. Wiało nudą. Później sięgnąłem właśnie po "Cmętarz zwieżąt".
Zachęciło mnie to jak wszyscy postrzegają Kinga, jako króla horrorów. Zawsze do tej pory czytałem książki Dean'a Koontz'a. No i niestety nie mogłem uniknąć porównań tych dwóch autorów. U Kinga sięgnąłem po "Cmętarz zwieżąt", bowiem niegdyś uważałem to za najlepszy horror jaki kiedykolwiek oglądałem w telewizji. Niesamowita fabuła, napięcie, po prostu na tamte lata świetnie zrobiony film. Książka... niestety rozczarowała. Przez niemal 350 z 420 stron zaledwie trzy ofiary śmiertelne. Nie abym książkę oceniał w perspektywie ilości trupów. Ale tak naprawdę nic wielkiego się nie dzieje. Dopiero ostatnie 70 stron przypomina mi książki Koontz'a. Tajemniczość, niewytłumaczalne zjawiska, atmosfera grozy, napięcia. Chociaż tak naprawdę ponownie mocno przewidywalny zwrot akcji. W ciągu ostatnich kilku kartek więcej śmierci, krwi i grozy niż przez całe dotychczasowe zmagania się ze zwykłą opowiastką. Jak dla mnie mało. Troszkę się zawiodłem.
Szukałem dobrego horroru, ale nie udało się go znaleźć. Można by ewentualnie dopatrywać się głębszego przesłania w treści powieści. Tego, że śmierć jest tym co niestety wszystkich nas czeka bez względu na to czy mamy 85 lat czy 2 lata. Nie wiemy gdzie ona czyha, kiedy nas złapie. Śmierć to też smutek i ból najbliższych. Nie zawsze z nią się zgadzamy, chcemy cofnąć czas i odwrócić losy życia aby uniknąć najgorszego. Może tutaj właśnie King daje nam wiele do myślenia, może chce nas przygotować na to że najbliżsi kiedyś odejdą. Mimo wszystko jak wspomniałem, nie tego szukałem w takiej książce. No cóż. ciężko będzie mi się przekonać do tego autora. Jeśli faktycznie większość książek jest takich jak "Cmętarz zwieżąt", to raczej ja w nich gustować nie będę. Tylko nie wiem dlaczego King nazywany jest królem horrorów, bo jak dla mnie przy twórczości Koontz'a wypada blado.
Autor: Petitek79 o 14:59 3 komentarze
Etykiety: Kultura
19 listopada 2010
Dzień Toalety
Właśnie w internecie doczytałem, że 19 listopada na całym świecie obchodzony jest jako Dzień Toalety. Choć brzmi zabawnie- organizatorzy tego dnia mają właściwą motywację. Chcą bowiem pokazać światu, że na naszym globie wciąż żyją setki tysięcy ludzi, którzy nie mają dostępu do podstawowej infrastruktury sanitarnej.
Zatem zastanówmy się jak to wygląda w przypadku miasta Poznania. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy chwyci nas nagła potrzeba skorzystania z tego dobrobytu. Otóż na myśl przychodzą mi jedynie publiczne toalety na Starym Rynku, pod Rondem Kaponiera, na Rynku Jeżyckim i... właściwie na tym koniec. Nie wiem jak wygląda kwestia toalety przy Katedrze gdyż niedawno była w remoncie. Więc ogólnie mówiąc "śmierdząca sprawa" z tymi publicznymi WC. Pomijam fakt, że zawsze można skorzystać z ubikacji w galeriach handlowych, w centrum jedynie Kupiec Poznański oraz Stary Browar, także dworzec PKP i PKS. Niestety restauracje czy puby często mają dostępne tylko dla swoich klientów, osoby z zewnątrz nie są pożądane nawet za dodatkową opłatą. Kiedyś jeszcze były publiczne szalety na Placu Wolności (na tyłach EMPiKu), na Placu Wiosny Ludów, na Placu Wielkopolskim, na ul. Libelta pod wiaduktem kolejowym. Więc ogólnie tak naprawdę nie ma wielu miejsc gdzie można iść za potrzebą. A nie wierzę, że nie jest to problemem nurtującym Poznaniaków. Nikt w swojej kampanii wyborczej nie wspomniał o tym, a bo i kto by się tym przejmował. A przecież to także wizytówka miasta.
Autor: Petitek79 o 12:50 1 komentarze
Etykiety: Moje miasto
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archiwum
- grudnia 2012 (2)
- września 2012 (2)
- sierpnia 2012 (3)
- lipca 2012 (5)
- czerwca 2012 (5)
- maja 2012 (3)
- kwietnia 2012 (4)
- marca 2012 (1)
- lutego 2012 (4)
- stycznia 2012 (1)
- października 2011 (5)
- września 2011 (3)
- sierpnia 2011 (6)
- lipca 2011 (7)
- czerwca 2011 (5)
- maja 2011 (4)
- kwietnia 2011 (5)
- marca 2011 (5)
- lutego 2011 (4)
- stycznia 2011 (7)
- grudnia 2010 (10)
- listopada 2010 (7)
- października 2010 (7)
- września 2010 (8)
- sierpnia 2010 (5)
- lipca 2010 (6)
- czerwca 2010 (6)
- maja 2010 (6)
- kwietnia 2010 (9)
- marca 2010 (7)
- lutego 2010 (8)
- stycznia 2010 (10)
- grudnia 2009 (15)
- listopada 2009 (10)
Kategorie
- Komunikacja miejska (15)
- Kultura (17)
- Moje miasto (26)
- Na sportowo (14)
- Oszczędności (3)
- Rataje (2)
- Rozmowy kontrolowane (14)
- Rozmyślania (43)
- Samo życie (77)
- Zdrowie (20)
Czytam innych
-
-
Wszystko, co przemija, jest tylko symbolem10 miesięcy temu
-
-
-
-
Do zobaczenia na wordpress.com7 lat temu
-
koniec blogowania tu i nowy adres7 lat temu
-
-
-
Malarstwo ścienne...10 lat temu
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-

